Wakacje na wyspie w Tajlandii. Kto z nas o tym nie marzy?
Wysokie palmy szumiące w delikatnej, oceanicznej bryzie. Biały piasek pod stopami. Egzotyczne, malutkie wysepki majaczące na horyzoncie lazurowej wody. Gorące fale oceanu, które przyjemnie chłodzą spalone słońcem ciało. Upał. Słońce, które wypala zmartwienia i grzeje aż do środka, aż do kości, aż czujesz przyjemne wewnętrzne ciepło. Drinki w kokosach, zimne piwo na plaży. Aromatyczne tajskie potrawy, kolorowe i zadziwiające smakiem. Wycieczki na słoniach po dżungli, słodkie małpy bujające się na lianach. Uśmiechnięci ludzie, wszyscy serdeczni i zrelaksowani. Klimatyczne bambusowe chatki z widokiem na ocean, stojące na brzegu plaży. Spokój, cisza, relaks. Raj.
Okej, cały dzień zleciał, to był pierwszy dzień. Następnego budzisz się pełen sił i energii – w końcu dziś poleżysz na białym, ciepłym piasku i opalisz się na piękny, miodowy kolor. Niestety, kłopotów ciąg dalszy… Pada deszcz. Burza tropikalna. Hektolitry wody leją się z nieba, po jedynej drodze na wyspie spływa rzeka deszczu, wszystko i wszyscy jest przemoknięte do ostatniej nitki. Oczywiście klimatyczne i urocze bambusowe chatki przeciekają i kapie ci na głowę. Robi się zimno, nie masz co ubrać, wszystko wilgotne i nie schnie, a woda pod prysznicem jest lodowata. Zapomnij o plaży, piasek jest mokry i zimny. Na dodatek zaczyna cię boleć gardło.
domku atakując ogromnymi kłami. Pomogła tylko noga, która dobrze kopie.
Rzeczywistość czasem niszczy nasze wyobrażenia. Z drugiej strony tygodniowa podróż na Koh Chang nauczył nas mnóstwo – przede wszystkim – pokory. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale zawsze można wyciągnąć z tego coś ekstra. Nie ma tego złego.
Okej, to jest Raj. Opaliliśmy się na piękny, miodowy kolor. Odpoczęliśmy na plaży. Nurkowaliśmy na rafie koralowej z kolorowymi rybkami na Koh Wai. Mieliśmy tam swoją własną, bezludną plażę. Oglądaliśmy imponujące zachody słońca pijąc mega egzotyczne, ananasowe wino, smakujące jak wakacje. Odnaleźliśmy najbardziej klimatyczne miejsce na całej wyspie Koh Chang – Siam Hut na Lonely Beach. Zrobiliśmy tatuaże bambusem, w kanciapie na plaży, u jednego z ciekawszych ludzi, jakich tu poznaliśmy (dostaliśmy od niego na pamiątkę nasze własne, prywatne, naznaczone nami bambusowe igły na kolejne tatuaże). Dostaliśmy kilka pstryczków w nos i staliśmy się silniejsi. Przeżyliśmy coś, czego Wam nie opowiemy, bo musicie sami tego doświadczyć.