Categories: PRZYGODY

Kłopoty w raju

Cześć Wam po długiej przerwie. Ostatnio byliśmy na Koh Chang i Koh Wai (wyspy na południowym wschodzie Tajlandii, przy granicy z Kambodżą). Poznaliśmy nowe miejsca, smaki i zapachy, zebraliśmy mnóstwo doświadczeń. Dostaliśmy kilka nauczek i mamy sporo wspaniałych wspomnień.

Wakacje na wyspie w Tajlandii. Kto z nas o tym nie marzy?

Wysokie palmy szumiące w delikatnej, oceanicznej bryzie. Biały piasek pod stopami. Egzotyczne, malutkie wysepki majaczące na horyzoncie lazurowej wody. Gorące fale oceanu, które przyjemnie chłodzą spalone słońcem ciało. Upał. Słońce, które wypala zmartwienia i grzeje aż do środka, aż do kości, aż czujesz przyjemne wewnętrzne ciepło. Drinki w kokosach, zimne piwo na plaży. Aromatyczne tajskie potrawy, kolorowe i zadziwiające smakiem. Wycieczki na słoniach po dżungli, słodkie małpy bujające się na lianach. Uśmiechnięci ludzie, wszyscy serdeczni i zrelaksowani. Klimatyczne bambusowe chatki z widokiem na ocean, stojące na brzegu plaży. Spokój, cisza, relaks. Raj.

Kłopoty w Raju zaczynają się na samym początku, gdy szukasz noclegu. Pojechałeś na dziko, przecież hej przygodo! Ale akurat wszyscy ludzie na świecie wpadli na pomysł by przyjechać na tą malutką wysepkę, więc wszystkie tanie, bambusowe i klimatyczne bungalows stojące na plaży z widokiem na ocean (o takich w końcu marzyłeś) są zajęte. Te wolne są wolne, bo są mega drogie. Co cię czeka gdy już przeżyjesz 10-cio godzinną podróż autobusem i promem w upale, a potem poużerasz się z mafią taksówkarsą na wyspie, która słono liczy za każdy kurs (ale i tak nie masz wyboru)? Mnóstwo chodzenia… Trzeba się zdrowo nachodzić, by znaleźć jakikolwiek wolny i przyjemny domek. Wcale nie na brzegu plaży, ale na wielkiej górze z milionem schodów, albo na samym końcu ośrodka, przy pralni, gdzie codziennie od rana do nocy wiruje kilkanaście pralek i śmierdzi tanim proszkiem. Co więcej, ten domek przy pralni to jedyny na całej kilkukilometrowej plaży, który jest w przystępnej cenie i nie pochłonie przez jedną noc całego twojego tygodniowego budżetu. Okej, już pomińmy to, że urocze bambusowe i tanie chatki są pełne robaków i pająków, które w nocy łażą po ścianach i słyszysz jak cała chatka trzeszczy, skrzeczy i piszczy. Ważne, że masz toaletę. Albo prąd i internet – co na wyspie też rzadko się zdarza. Ale jesteś na wyspie i nie masz wyboru.

Okej, cały dzień zleciał, to był pierwszy dzień. Następnego budzisz się pełen sił i energii – w końcu dziś poleżysz na białym, ciepłym piasku i opalisz się na piękny, miodowy kolor. Niestety, kłopotów ciąg dalszy… Pada deszcz. Burza tropikalna. Hektolitry wody leją się z nieba, po jedynej drodze na wyspie spływa rzeka deszczu, wszystko i wszyscy jest przemoknięte do ostatniej nitki. Oczywiście klimatyczne i urocze bambusowe chatki przeciekają i kapie ci na głowę. Robi się zimno, nie masz co ubrać, wszystko wilgotne i nie schnie, a woda pod prysznicem jest lodowata. Zapomnij o plaży, piasek jest mokry i zimny. Na dodatek zaczyna cię boleć gardło.

Okej, lało tylko dwa dni. Wybierasz się na wycieczkę na słoniach po dżungli i jest mimo ogromnych oczekiwań jest… trochę nudnawo. Zero tropikalnych, egzotycznych lasów – trochę krzaków i drzewek. Wszystkie zdjęcia są rozmazane, bo słoń jak idzie to się bardzo buja. Niezłą atrakcją jest słoń robiący kupę, ale trwa to chwilę i szybko o tym zapominasz. Urocze małpki bujające się na lianach? Chyba złośliwe małpiszony, które próbują kraść twoje zakupy. Serio, wszelkie spożywcze zakupy, które zrobisz na wyspie, chowaj do plecaka. Albo uzbrój się w kij. Przeżyliśmy walkę z małpim samcem, ale dostał siatką z bananami po głowie i uciekł do dżungli. Kilka dni później (to pewnie ten sam wredny samiec) grzebał i rozrzucał śmieci przed naszą chatką. A potem próbował nam wejść do
domku atakując ogromnymi kłami. Pomogła tylko noga, która dobrze kopie.

Rzeczywistość czasem niszczy nasze wyobrażenia. Z drugiej strony tygodniowa podróż na Koh Chang nauczył nas mnóstwo – przede wszystkim – pokory. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, ale zawsze można wyciągnąć z tego coś ekstra. Nie ma tego złego.

Okej, to jest Raj. Opaliliśmy się na piękny, miodowy kolor. Odpoczęliśmy na plaży. Nurkowaliśmy na rafie koralowej z kolorowymi rybkami na Koh Wai. Mieliśmy tam swoją własną, bezludną plażę. Oglądaliśmy imponujące zachody słońca pijąc mega egzotyczne, ananasowe wino, smakujące jak wakacje. Odnaleźliśmy najbardziej klimatyczne miejsce na całej wyspie Koh Chang – Siam Hut na Lonely Beach. Zrobiliśmy tatuaże bambusem, w kanciapie na plaży, u jednego z ciekawszych ludzi, jakich tu poznaliśmy (dostaliśmy od niego na pamiątkę nasze własne, prywatne, naznaczone nami bambusowe igły na kolejne tatuaże). Dostaliśmy kilka pstryczków w nos i staliśmy się silniejsi. Przeżyliśmy coś, czego Wam nie opowiemy, bo musicie sami tego doświadczyć.

To była prawdziwa Podróż.

Zuza

Zuza

Mieszkam w Bangkoku od dwóch lat. Piszę o Tajlandii.  O życiu i podróżowaniu, o kulturze i tajskiej szkole, w której uczę angielskiego. Tajlandia to mój drugi dom.

Share
Published by
Zuza

Recent Posts

Idzie nowe! :)

Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…

4 lata ago

Blogosfero podróżnicza – dokąd zmierzamy?

Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…

7 lat ago

Praco zdalna – jak ja cię nie cierpię!

O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…

7 lat ago

Maroko w 10 dni – plan podróży, budżet, informacje praktyczne.

Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…

7 lat ago

Dzisiaj to ja proszę Was o pomoc.

Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…

7 lat ago

Czym jest „prawdziwa Tajlandia”?

Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…

7 lat ago