Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno.
W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni – mega intensywne, szalone, zróżnicowane. Przejechałam Maroko wszerz stopem. Byłam na największej pustyni na świecie, weszłam na czterotysięcznik w warunkach zimowych, czillowałam się nad Oceanem Atlantyckim. Odwiedziłam miejsce gdzie kręcono Grę o Tron i Gladiatora, przeszłam się kanionem o ścianach skalnych sięgających 400 metrów (!). Poniżej mój plan podróży i budżet 🙂
Okej, a więc tak.
Znajduje się w północnej-zachodniej Afryce, nad Oceanem Atlantyckim i Morzem Śródziemnym, stolica jest w Rabacie.
Waluta: dirham marokański – 1 euro = 10.82 dirhamów (MAD), 1 zł = 0.40 MAD.
Język: arabski i francuski – angielski czasami dawał radę.
Angielski raczej (w miejscach turystycznych, z lokalsami mniej), ale polecam Google Translator offline i bum – śmigacie po arabsku i francusku jak źli.
Religia: islam.
Szanowałam to i chodziłam raczej ubrana (no też jakoś super ciepło nie było – taka prawda), ale gdy było ciepło normalnie śmigałam w krótkim rękawku. Głowy nie zakrywałam. Nie miałam wrażenia, by ktoś nieprzychylnie na mnie zwracał przez to uwagę
Do Marrakeszu lecieliśmy z Krakowa (RyanAir) za 234 złote. Wracaliśmy z Marrakeszu do Warszawy (Wizzair) za 279 zł. Łącznie 513 zł. Można było kupić tańsze bilety, ale niestety – being an adult sucks i jak masz urlop na 10 dni to chcesz go wykorzystać na maksa 😉
Zaraz po wylądowaniu i ogarnięciu Internetów (Maroc Telecom za około 40 zł i to mega łatwo i szybko można załatwić), złapaliśmy busa do Warzazat. Przemiły kierowca wysadził nas po drodze na krzyżówce drogi do Ait Bin Haddu, po ciemaku złapaliśmy pierwszego stopa i udało się – pierwszą noc spędziliśmy w mieście gdzie kręcono Grę o Tron!
No ładne. Bardzo beżowe. Ajt Ben Haddou to ksar (miasto fortyfikacja) wpisany na listę unesco. Tutaj kręcono Grę o Tron, Gladiatora czy Aleksandra. Bardzo klimatycznie, poza sezonem mega spokojnie. Zajebisty widok na potężne góry Atlas!
Pyk pyk, stopix do Warzazat i krótka przerwa. Miasto fajne dla wielbicieli kina. Swoją siedzibę ma tu znane studio filmowe Atlas Studios. My lecimy dalej. Przypadkiem łapiemy stopa do Tinghir – no dobra – niechże będzie!
Miejscowość z której rzut beretem do Todgha Gorges. Kanion ciągnie się przez 40 kilometrów, a w niektórych miejscach pionowe ściany osiągają wysokość do 400 metrów! Tego punktu zupełnie nie planowaliśmy, ale taki los autostopowicza. Mega się cieszę, bo te ściany robią wrażenie!
Klasyka. Przejażdżka na wielbłądach, towarzystwo Berberów i noc na Saharze. Kurde – polecam. Sahara zrobiła na mnie wrażenie.
Pssst – mam kontakt do fajnego człowieka – Mohameda. Naprawdę – cudnie nas ugościł. Ja kontakt do Mohameda też mam z polecenia.
Mohamed – merzougacamp.com – marzougacamp@gmail.com – 002012662042881. Pisząc do Niego dajcie znać, że jesteście od Zuzy – tej blond blogerki z Polszy 😉
Z Merzougi pocisnęliśmy stopem. W jeden dzień dostaliśmy się do Marrakeszu! 600 kilometrów na 5 stopów w 10 godzin. Szaleństwo.
Małe miasteczko w którym zaczyna się szlak na Toubkal. Wypożyczycie pełny sprzęt do wejścia na górę (nawet spodnie czy rękawiczki!), kupicie zapasy jedzeniowe czy wypoczniecie z cudnym widokiem na Atlas.
Najwyższy szczyt Afryki Północnej – 4167 metrów. Ano weszłam.
Ja zaznaczam – się na górach nie znam. Toubkal to mój drugi szczyt w życiu – wcześniej weszłam na Rysy by rozchodzić buty 😀 To nie ja ogarniałam wejście na Toubkal – zdobyłam go w towarzystwie kogoś doświadczonego.
Zalecam dużą dawkę zdrowego rozsądku i dobre przygotowanie.
Nadmorska miejscowość na zachodzie kraju nad Oceanem Atlantyckim. Była totalnie nadprogramowa. Dużo o tym mieście słyszałam, niemal wszyscy gorąco polecali – dlatego skoczyliśmy tam odpocząć po Toubkalu. Chciałam tez sprawdzić czy serio takie fajne miasto – bo ja to nie uwierzę póki sama nie doświadczę! I kurde super było. Klimatycznie, chillowo, z hippie polotem. Stare mury miasta portowego, niebieskie łodzie rybackie, piękna, szeroka plaża. Najbardziej polubiłam jednak mewy. Setki białych skrzydeł nad oceanem <3
Zgadnijcie jak wróciliśmy do Marrakeszu? Tak – stopem 🙂
Szalone miasto – przypomina mi Bangkok. Ale chyba nie poznałam Marrakeszu za dobrze, bo jakoś super ekstra mnie nie pochłonął. Tak o. Bez szału. Jakoś bardziej zachwyca mnie natura i małe, klimatyczne miejscowości.
10 dni, dzięki stopowi dużo zaoszczędzone na transporcie, noclegi zazwyczaj ze śniadaniami (pokój prywatny z łazienką), jedzenie lokalne, w knajpach, dużo dodatkowego hajsu na alkohol w knajpach czy wypożyczenie sprzętu na Toubkal.
Bilety lotnicze – 513 zł
Ubezpieczenie – 90 zł (takie lepsiejsze na wyjście w góry – Axa Travel).
Transport
Autobus z Marrakeszu do Warzazat ok. 30 zeta i z Marrakeszu do Essaouiry także. Taksówka z Marrakeszu do Imlil – shared taxi na 6 osób – 30 dirhamów od osoby przy pełnej taksówce. Bilet w komunikacji publicznej około kilkadziesiąt dirhamów (około 1-2 zeta).
Autostop w Maroko działa miodzio. Z ręką na sercu. Tylko raz, pewnego dnia z Tinghir do Merzougi, łapaliśmy chyba z godzinę na jakimś wypizdowie. Ale i tak wtedy zabrali nas chłopaki w motorynce z owcami (które obsrały mi plecak).
Prócz tego? No serio – 5 minut czekania. I nie – wcale hajsu nie chcieli. Wbrew wielu opiniom o Marokańczykach. Ileż się nasłuchałam i naczytałam o ich nachalności i ciśnieniu na pieniądze….. Jedynie Marrakesz jest posrany w samym centrum. Ok. Zgoda. Może ma też znaczenie, gdy jest się w towarzystwie mężczyzny, a kobiety samotnie podróżujące po Maroko nie zgodziłyby się z moją opinią. Nie wiem. Ja mam same dobre doświadczenia. Ludzie z Maroko są mega ciepli i przyjaźni. Pomocni. Niemal za każdym razem podrzucano nas do samego celu lub na wylotówkę.
Nocleg
Prywatny pokój dwuosobowy z łazienką + śniadanie – około 60-100 zł za noc. Noc w schronisku pod Toubkalem z pełnym wyżywieniem – koło 150 zł.
Wyżywienie
Tanio i dobrze #polecam. Mandarynki i oliwki to była moje obsesja <3 Wegetarianie też się objedzą! Lokalne jedzenie około 30-80 dirhamów – warto się targować jeżeli nie ma cen podanych na menu. Noclegi lepiej wybierać ze śniadaniami, bo są sztosowe.
Alkohol – jeżeli jakimś cudem znajdziecie piwo w to za o.3 zapłacicie około 12-15 zł. W Essaouirze w fajnej knajpie za 0.5 zapłaciłam niemal 40 zł. Najtańszą butelkę wina w restauracji dorwaliśmy za 60 zeta.
Wypożyczenie sprzętu na Toubkal
Jeżeli planujecie wejść na ten najwyższy czyt Afryki Północnej to w Imlil na spokojnie wypożyczycie sprzęt. Raki, kijki, buty, spodnie – dosłownie wszystko. My wypożyczaliśmy raki i kijki. Ceny? Komplet raków czy kijków 50-100 dirhamów za dobę.
Noc na Saharze – 30 euro od osoby.
W cenie przejażdżka na wielbłądzie, nocleg w namiocie na Saharze, wyżywienie – kolacja i śniadanie. Ja uważam stosunek jakości do ceny za świetny. Warto.
Google Maps jest powiązane z transportem publicznym i według mojego doświadczenia można temu pi razy oko ufać (sprawdzone w Marrakeszu).
Negocjuj. Z uśmiechem, bez chamstwa i skrajności, ale tak – negocjuj 🙂
Warto wybierać noclegi ze śniadaniami. Ala po francusku – mega duże, słodkie i sycące. Pyszne żarełko na start.
W Maroko panuje islam dlatego alkohol jest trudno dostępny i drogi. Jeżeli nie wyobrażasz sobie wieczoru nad oceanem bez drinka – to albo googluj knajpy z alko (w turystycznych miejscowościach) i zapłać jak za zboże, albo zaopatrz się w połóweczkę na bezcłówce.
W Maroko są dwie firmy autobusowe o których mówi się, że są bezpieczne a ich rozkład jazdy można znaleźć w Internetach – CTM i Supratours.
Jeżeli podróżujecie autobusami to za bagaż dopłacicie dodatkowo od 0,5 do 1 dirhama. To normalka – nikt Was nie chce naciągnąć 😀
No.
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…
Pojechałam na Bałkany pierwszy raz ever. Więc proszę bardzo - oto gdzie byłam, ile wydałam,…