Categories: TAJSKIE SMAKI

Tajsko-polska zupa rybna

Tajsko-polska zupa rybna

Uwielbiam gotować. Lubię łączyć kolory, zapachy i aromaty – obserwować jak na siebie wpływają. Uczyć się, doświadczać. A najbardziej lubię eksperymentować. Łączę moje ulubione smaki i sprawdzam, czy da się to zjeść.

Wyprowadzka do Azji wzbudziła moją ciekawość. Poznałam prawdziwą i inspirującą tajską kuchnię. Tutejszy sposób gotowania bardzo mi odpowiada – do jednego gara na ogniu wrzucam to co mam pod ręką albo to co lubię, trochę przypraw, potem czas na wygotowanie – i gotowe! Oczywiście są pewne podstawowe zasady i punkty regulaminu nie do znieważenia. Rdzeń tej kuchni. Ale interpretacja należy już do Ciebie. Tajska kuchnia jest mądra i uczy wyczucia smaku, podejmowania ryzyka i pokory. Taki jest mój punkt widzenia.

Oczarowana tajską kuchnią zwiedzałam jej zakątki. Smakowałam, próbowałam, doświadczałam. Szukałam smaku, który dla mnie byłby idealny. Połączenia składników – nic dodać nic ująć. Totalnie zainspirowana pomyślałam o połączeni smaku tajsko-polskiego. Mojego smaku. Wyjątkowo egoistyczna interpretacja smaku i arbitralne, zupełnie nieobiektywne uznanie za ideał.

I tak wpadłam na pomysł tej zupy rybnej. Jej skład to mój autorski przepis, który wpadł mi do głowy przy porannej kawie, gdy pomyślałam o polskim rosole. Miałam straszną ochotę zjść dobry, tłusty, polski rosół na kiku mięsach z warzywami i domowym makaronem. Oh Lord… Ale jak to tu wyczarować w Tajlandii, bez polskiej włoszczyzny, wśród krewetek i raków? Zrobię ten rosół na łososiu i krewetkach. Hmm. Czyli będzie rybna, ugotowana na tajskiej włoszczyźnie (trawa cytrynowa, galangal, limonka kariff). Tajsko-polska zupa rybna. Aby było po polsku dodałam dużo ziemniaków i cebuli. Do tego czosnek i łyżkę masła. Z tajskich akcentów dodatkowo grzybki i chilli – będzie ostro.

Składniki: tajska włoszczyzna (ceny z lokalnego targu – 60 groszy), cebula, trzy ziemniaki, kilka szalotek, kilka ząbków czosnku, kilka tajskich grzybków (za wszystko 10zł), garść suszonego chilli, 50gram masła, łosoś z ością (100gram za 15 złotych), dwie duże, niebieskie krewetki z nogami (2 sztuki – 6złotych) 😀

1. Siekamy tajską włoszczyznę, wrzucamy do garnka z gotującą się wodą. Na patelni podsmażamy cebulę na maśle i wrzucamy do garnka. Dodajemy też kawałek łososia z ością.

A tak wygląda przecięty imbir galangal. Od tego klasycznego, którego znamy z Biedronki, różni się generalnie kolorem. Jest biały, jego zapach jest mniej intensywny, a co za tym idzie smak też delikatniejszy.

2. Obrać czosnek, szalotkę, posiekać grzybki i suszone papryczki chilli, pokroić ziemniaki w kostkę. Wszystko wrzucić do gotującego się wywaru i… czekać, aż wszystkie składniki oddadzą swój smak.

Na zdjęciu moje ulubione tajskie grzybki. W potrawach z ulicznych kotłów pływają prawie zawsze. Podobne do pieczarek, smak mniej intensywny. Przecięte na pół wyglądają jak grzyb w grzybie 😀

3. Krewetkom obciąć głowy z nogami, a mięso z łososia podzielić na drobniejsze części. Rybę z krewetkami wrzucić do zupy i gotować na pełnym ogniu około 10 minut.

Joł Kreweta – nowe profilowe.

4. Jeżeli wasz gotujący wywar wygląda jak brunatna, spieniona i brudna woda dodajcie do niego łyżkę kurkumy. Wzbogaci aromat i doda słonecznie pomarańczowego koloru.

5. Doprawić do smaku sosem sojowym, sosem rybnym i curry.

6. Skropić limonką, opcjnalnie podawać z ulubionymi kiełkami (dodają świeżości).

Jak smakowała? Oporowo. Pikatna, dobrze doprawiona rybna zupa. Trochę tłusta, bardzo treściwa. Mnóstwo pywających ziemniaków, grzybków, cebuli i duże kawałki łososia sprawiły, że była bardzo sycąca. Jak zwykle delikatne mięsko krewetki dobrze komponowało się z intensywnym smakiem wywaru. Mięso niebieskich krewetek okazało się jędrniejsze i bardziej soczyste. W zupie wyczuwało sie lekki aromat trawy cytrynowej, imbiru, curry i sosu sojowego. Prawdziwie pyszna tajsko-polska zupa.

Koniecznie spróbujcie!

A tak na koniec, to mam w głowie pomysł na totalny szał dla podbienienia.

Kolejne eskperymenty wkrótce…:

Na start pierożki nadziewane szpinakiem i serem, smażone na oleju kokosowym.

Zupa krem, marchewka i dynia z odrobiną mango, cynamonem i śmietaną.

Danie główne – tajsko-polskie gołąbki zawijane w tajską kapustę z sosem curry?

A na deser lody z polskich truskawek z kremem z tajskich kokosów. A do tego orzeszki i kandyzowane nasiona palmowe, czyli tak jak Tajowie lubią najbardziej.

Dałoby się zjeść? 😀

Zuza

Zuza

Mieszkam w Bangkoku od dwóch lat. Piszę o Tajlandii.  O życiu i podróżowaniu, o kulturze i tajskiej szkole, w której uczę angielskiego. Tajlandia to mój drugi dom.

Recent Posts

Idzie nowe! :)

Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…

4 lata ago

Blogosfero podróżnicza – dokąd zmierzamy?

Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…

7 lat ago

Praco zdalna – jak ja cię nie cierpię!

O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…

7 lat ago

Maroko w 10 dni – plan podróży, budżet, informacje praktyczne.

Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…

7 lat ago

Dzisiaj to ja proszę Was o pomoc.

Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…

7 lat ago

Czym jest „prawdziwa Tajlandia”?

Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…

7 lat ago