Nienawiść to obezwładniające, agresywne i zuchwałe uczucie.
Wstrząsa Twoim ciałem, zaciska mocno pięści, marszczy twarz z pogardą. Sączy jad w sercu, zatruwa duszę, mgli umysł…
Najbardziej przeraża, gdy obudzi się pierwszy raz, gdy nagle orientujesz się, że tak potężne i frustrujące uczucie może zawładnąć Twoim światem.
Zostajesz z tym sam, bezbronny i zraniony.
I co zrobisz…?Oszalejesz.
Albo… Wykorzystasz tę siłę, by wystrzeliła Cię wysoko, daleko i w lepszym kierunku.
Ten krótki tekst napisałam 10 listopada 2016. Wracaliśmy ze spotkania z byłą agencją na którym nas okropnie sponiewierano. Siedziałam w vanie i ryczałam jak bóbr. Łzy wsiąkały w odprasowaną koszulę zapiętą pod szyję, a ja patrzyłam przez okno wciskając się w fotel. Chmury powolnie odpływały w dal, a ja nie mogłam przestać płakać.
Sąd Pracy w Tajlandii – o tym jak pozwaliśmy tajską agencję pracy.
Jestem świadoma, że na moją perspektywę i odbiór tej sprawy, mocno wpłynęły różnice kulturowe. Wiem, że spór z agencją, to wręcz przede wszystkim, wynik zderzenia kultury Tajlandii, ze stereotypami w mojej głowie, a także europejskimi normami, na których wyrosłam i z którymi przyjechałam do Azji. Ale co z tego, że jestem tego świadoma? Gdy spotkało mnie to zdarzenie, nie byłam w stanie oddzielić od niego moich emocji, uprzedzeń i schematów myślowych. Po prostu.
Nie wiem, może byłam naiwna i dziecinna. Może miałam szczęśliwe dzieciństwo i kochającą rodzinę, dzięki czemu zachowałam w sobie wiarę w dobro. Może całe życiu spędziłam w kolorowej bańce. Ale tamtego dnia pękła. A ja spadłam z wysoka, prosto na ziemie i mocno uderzyłam głową o beton.
Pamiętam, że wtedy uwierzyłam, że źli ludzie naprawdę istnieją. To głupie, co? I nie chodziło już o samą agencję i ich kłamstwa, manipulacje czy zastraszanie. Nagle dostałam kopa prosto w brzuch i wczołgałam się w kolejny etap dorosłości. I muszę przyznać, że zachwiało to mną i moim spojrzeniem na życie.
Obudziła się we mnie nienawiść. Czysta, obezwładniająca i potężna pogarda dla drugiego człowieka. Uczucie, które w takim natężeniu, dotychczas było mi obce. Jasne, że zdarzało mi się wkurzać, zaklinać, że kogoś więcej nie zniosę, mówić, że mam kogoś dosyć lub myśleć ze złością, by zniknął z mojego życia. Ale nigdy, nie czułam tego aż w takim stopniu. Nie potrafiłam się opanować. Jak ja ich znienawidziłam… Za to co nam zrobili, jak nas oszukali, jak zastraszyli. Nie mogłam się poskromić. Nienawiść zawładnęła moim umysłem, sercem i duszą. Myślałam tylko o tym jak ich nie cierpię. Czułam jedynie wstręt i gniew. Pragnęłam, by spotkały ich najgorsze rzeczy świata.
Gdy po raz trzeci stawiliśmy się w sądzie i po niemal roku usiedliśmy z byłą agencją do negocjacji, na początku zachowywałam spokój. Po godzinie negocjacji, gdy naprawdę staraliśmy się dojść do kompromisu, a nasza dobra wola spotkała się oburzeniem, warunkami i odmową współpracy, to myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
„O wy szma…. Pieprzę te negocjacje, umowy i zgniłe kompromisy! Pójdziemy do sądu i wyciśniemy z was ostatniego grosza! Pokażemy wam, udowodnimy! Jeszcze zobaczycie! No co za bezczelne kur… Po tym wszystkim co nam zrobiliście… No kurwa nie, nie ma opcji, nie odpuścimy – ZNISZCZYMY ICH!”
Będę z Wami szczera – jasne, że tam myślałam. Nie jestem z tego dumna. Emocje ponownie sięgnęły zenitu. Rozkręciłam się. Nienawiść zamgliła mój umysł, a pogarda zatruła serce.
Czy ja sobie myślałam, że skoro ich pozwaliśmy to spokornieją? Spodziewałam się, że przyjdą na spotkanie z podkulonym ogonem i nie wiem, może nas przeproszą? Naprawdę, nie wiem, czego oczekiwałam. Teraz uważam, że może miałam głupie, podświadome wyobrażenia o triumfie dobra nad złem?
Wyszłam z sali. Przekonana, że zdecyduje się na walkę ostateczną, że pierdolę, idę do sądu i zrobię wszystko, aby im uprzykrzyć życie.
Na szczęście poszłam do łazienki. Może zabrzmi to głupkowato, jakby rodem ze scenariusza taniego filmu, ale serio, gdy myłam ręce, to po prostu spojrzałam w lustro. Mój wzrok padł na zmarszczone czoło i usta wykrzywione wstrętem. Popatrzyłam sobie w oczy, w których odbijała się furia. Przemyłam twarz zimną wodą, świadomie rozluźniłam spięte ramiona i rozmasowałam zaciśniętą szczękę. Westchnęłam głęboko i nagle doznałam olśnienia: Boże Zuza, co ty wyprawiasz. Po co ci to, na co ci ta walka i agresja. No po co? Jaki to ma mieć cel? Nawet jeśli pójdziesz do sądu i może za rok czy dwa wygrasz proces – co zyskasz?
Zaspokoiłabym pragnienie zemsty. I tylko tyle. Nie sądzę, że co miesięczne spotkania na sali rozpraw, rozdrapywanie ran i regularne podsycanie nienawiści, wzbogaciłyby mnie w jakimkolwiek innym wymiarze. Więc po co to robić? Czy gra jest warta świeczki?
Nie zmienię ich jako ludzi. Nie doczekam się przeprosin. A na pewno nie zamknę ich agencji siłą woli i jedną sprawą w sądzie. Szarpanie się, tylko po to by wygrać i udowodnić przed całym światem, że mam rację, nie miało totalnie sensu. Po co tracić siłę na negatywne emocje i bezcelowe wojowanie o przekonanie? Lepiej ją wykorzystać, by zrobić coś dobrego, rozwinąć się.
Podjęłam decyzję – odpuszczam. Wróciłam na salę. Poprosiłam wkurwionego Emila, tak samo zaślepionego wściekłością jak ja, by wyszedł ze mną. Porozmawialiśmy. I już wspólnie doszliśmy do wniosku, że zgodzimy się na ten zgniły kompromis. Podpiszemy ugodę. Ważne, że nareszcie dostaniemy to, na co uczciwie zapracowaliśmy. Co do grosza.
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…