Dojechałam do hostelu późnym wieczorem. Zarezerwowałam pierwszy lepszy – najtańszy. Nawet nie miałam ochoty wyjść na miasto. Wzięłam prysznic i już po 20, jak grzeczna dziewczynka, zakopałam się w pościeli. Leżałam na plecach wpatrując się w materac nade mną. Zastanawiałam się co ja też wyrabiam.
W nocy nie mogłam spać. Hindus na łóżku obok okrutnie chrapał. W pokoju było bardzo gorąco, na oknach zbierała się wilgoć. Za ścianą grupka znajomych totalnie nie respektowała ciszy nocnej. Naciągnęłam koc pod same uszy. Niby już wpadałam w objęcia Morfeusza, świadomość odpływała, ale gdy tylko ciężkie powieki opadały przysłaniając świat czernią, przed oczami widziałam kolorowe twarze. Powykrzywiane, cierpiące, z wybałuszonymi gałami. W tej samej chwili serce przyspieszało, a ja z przerażeniem otwierałam oczy i starałam się nie dać omamić. Śniłam na jawie. Czułam się beznadziejnie. To była bezsenna noc.
Następnego dnia, totalnie wypruta, z zapuchniętymi oczami i czarnym myślami, wstałam by spotkać się z jednych z lokalsów. Cały dzień oprowadzał mnie po miasteczku. Dotarliśmy pod ogromną kamienną budowlę w samym sercu miasta. Przy samej ziemi, w dużym bloku piaskowca, wydrążono pięć półokrągłych otworów.
-A wiesz, że w tym miejscy kiedyś gaszono pochodnie?
Dowiedziałam się więcej niż z przewodników. Odwiedziłam kultowe knajpy, wspięłam się na punkt widokowy, spróbowałam lokalnych potraw. To był przemiły dzień.
Skumałam się z kilkoma Polakami, którzy mieszkają w tym mieście od jakiegoś czasu. To miasto słynie z wysokiej budowli – wieży, która ma kilkadziesiąt pięter. Na jej szczycie co godzinę jeden z mieszkańców wygrywa tradycyjną melodię. Niestety, w porze „deszczowej” wieża jest zamknięta dla turystów. Ustawiliśmy się na zwiedzanie obiektu po znajomości. Jednak by się tam dostać musieliśmy wykazać się nie lada sprytem i zręcznością. WIEŻA MARCIACKA
Od jednej z dziewczyn dostaliśmy zdawkową instrukcję. Najpierw mamy stawić się pod metalową bramą. Następnie, po lewej stronie, poszukać niewielkich drzwi bocznych, prowadzących na szczyt wieży. Zadzwonić dzwonkiem i podać hasło. Podobno, ktoś ma nas wpuścić – dokładnie trzy osoby. Potem kilka zawałów serca w drodze na szczyt po stromych schodach i mała łapóweczka – flaszka dla grajka.
Poszło gładko, chociaż adrenalinka mi skoczyła, gdy podawałam hasło (Brazylia), a osoba po drugiej stronie przez chwilę się zawahała.
Tutaj mi się podobało najbardziej! Na facebookowym forum podpytałam lokalsów co niestandardowego powinnam zobaczyć. Okazało się, że niemal w samym centrum miasta jest ogromne jezioro, które powstało, gdy lazurowa woda zalała dawną kopalnię. Zbiornik otaczają niewysokie, smocze góry, na które można się wspiąć i podziwiać błękit wody w pełnej okazałości. Koniecznie wybierzcie się tam w piękny słoneczny dzień!
Gdy nareszcie dotarłam do Warszawy, po kilku tygodniach tułaczki, aż się wzruszyłam. Szłam do domu niespiesznie, mijając nagie drzewa. Patrzyłam w to samo błękitne niebo, uśmiechałam się do starych sąsiadów. Szczerze ucieszyłam się, że jestem w domu. Dlaczego?
Nie musiałam rozpakowywać ciężkich, zakurzonych kartonów, zapomnianych na dwa lata w starej piwnicy. W mieszkaniu czekał na mnie mój ulubiony kubek, pościel w ananasy, niedoczytane książki rozrzucone w nieładzie na stole. Podwinięta palma, którą kupiłam, by czuć się u siebie lepiej. Żółty sweter, który namiętnie noszę od kilku tygodni. Różowy planer, w którym skrzętnie zapisuję kolejne spotkania z przyjaciółmi.
Serio, ucieszyłam się jak siema, że jestem w domu. I skumałam, że potrzebowałam tego wyjazdu, by ponownie wrócić, tylko tym razem do domu, a nie pustego, zimnego i obcego mieszkania.
Teraz zaznacz tekst ctrl A i sprawdź, gdzie dokładnie byłam 🙂
Szukasz przygód? Dobrze się rozejrzyj.
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…