Grudzień, za chwilę Boże Narodzenie. W klimacie świątecznym, podrzucam kilkanaście pomysłów na prezenty z Tajlandii. Co warto przywieźć? Co kupić? Jakie pamiątki ze sobą zabrać z Tajlandii? Co jest oryginalne i wyjątkowe? A przy tym wszystkim, jak się finansowo nie zrujnować?
Absolutny hit wśród moich znajomych. Niepozorne, plastikowe sztyfty. Z jednej strony do wetknięcia do nosa (mentol + eukaliptus), a z drugiej strony z odkręcanym denkiem, w którym znajdują się kropelki. Każdy Taj ma taki gadżet w kieszeni. Dlaczego? Po pierwsze, wąchanie tego sztyftu uzależnia. Po drugie, nieziemsko oczyszcza zatoki. Po trzecie, w Bangkoku smród w upale jest nie do wytrzymania. Sztyfcik wepchnięty w nos załatwia sprawę.
Duży, ciężki, gliniany. Nie łatwo go przewieźć (zdarza się, że pęka w trakcie lotu), ale założę się, że to jedna z fajniejszych pamiątek jakie możecie z Tajlandii zabrać. I bardzo pożyteczna! Każdy kto był w Azji kojarzy kolorowe stoiska z jedzeniem, szklane gabloty wyłożone lodem, egzotycznymi owocami i warzywami, świeżymi krewetkami, oraz właśnie moździerz do ucierania surówki z papai.
Niepozorne buteleczki, z kolorowymi etykietami. Zawsze stoją w 7eleven przy ladzie, tuż za kasjerami. Otwierane jak tymbark. A to całkiem zabawne, bo w środku 0.7 ognistego napoju o 40% woltażu. Szok i niedowierzanie! Do tego zalecam lód, wodę sodową, sok z limonki i redbulla (wiecie, że wymyślono w Tajlandii i oryginalnie jest niegazowany?!!?!?! WUT). Gwarantuję, że następnego dnia obiecacie sobie, że nigdy więcej tajskiego bimbru. Ale kto nie spróbuje ten trąba. Uwaga, jeżeli jesteś wrażliwy to nie czytaj dalej, wstrząs murowany – butelka 0.7 tego specyfiku kosztuje jedynie… 8 zł. Ocho! Niewygórowana cena za iście egzotyczne doświadczenie.
Dokładnie tak. Paczkowaną dostaniecie na całym świecie (btw. jeżeli chcecie nakupić jej w Tajlandii polecam wybrać się do zwykłego Tesco). Natomiast świeża pasta, utarta w moździerzu przez babkę na targowisku, to świetny pomysł na prezent. Trzy do wyboru – żółta, czerwona i zielona. W tej kolejności rośnie także poziom ostrości.
Kojarzycie polską? Seler, marchew, por czy co tam, w jednym pęczku? W Tajlandii sprzedają coś podobnego – imbir galangal, trawe cytrynową i liście limonki kafiru. Baza tajskiej kuchni. Na tym zestawie ugotujecie niemal wszystkie dania. Tajska włoszczyzna świetnie przetrwa podróż, a w lodówce może spędzić nawet do miesiąca. Oryginalna pamiątka z Tajlandii – a i skonsumować można!
Słone paluszki, ale na słodko. Zaskoczeni? Kto w dzieciństwie obgryzał paluszki z soli? Ja tak. A w Tajlandii (ok, pierwotnie w Japonii) dodatkowo wpadli na pomysł, by takie obgryzione umoczyć w czekoladzie, masie ciasteczkowej, sosie truskawkowym czy migdałach. Przesuper prezent, dostępna w każdym 7eleven. Uwierzcie mi na słowo, że to hit. Kto tylko spróbował zakochuje się bez pamięci!
Szał na te bawełniane girlandy trwa. I nic dziwnego! Kolorowo świecą ciepłym blaskiem. Cudnie wyglądają niedbale rozłożone na parapecie, przewieszone przez regał czy oplecione wokół szafy. Totalnie niesamowicie będą prezentować się na choince zamiast klasycznych lampek. W Tajlandii wiedzą jak bardzo uwielbiamy te lampki. Są specjalnie pakowane, aby nie zabierały zbyt wiele miejsca w bagażu. Na miejscu, już w domu, wypycha się kulki wykałaczką czy długopisem. Zgadnijcie ile kosztują… Około 15 złotych wraz z przejściówką do kontaktu! Nieźle co?
Moje ulubione. W mieszkaniu mam ich chyba z kilkanaście sztuk. Delikatne poruszone wiatrem wydają przyjemny brzdękający dźwięk, a w mieszkaniu wprawiają w wyspiarski klimat.
Okej, tych artefaktów Tajowie może nie używają na co dzień, jednak kokos jednoznacznie kojarzy się z tropikalnymi podróżami. Ponadto, przedmioty wykonane z orzechów palmy kokosowej są po prostu fajne. Ładne. Zajebiste. I mogłabym przez kolejnych kilkadziesiąt linijek zachwalać pomysł na taką pamiątkę. Ja z kolejnej podróży przywiozę sobie sznur lamp wydrążonych w kokosie. Piękna sprawa!
Pewnego dnia, gdy pracowałam na wsi w szkole, jedna z tajskich nauczycielek do pokoju nauczycielskiego przyniosła wór ciuchów. Co to był za kiermasz! Zleciały się wszystkie kobity i przebierały w długich, kolorowych spódnicach, wiązanych na biodrach. Matka jednej z ich koleżanek je szyła. Oczywiście, ja też taką od razu chciałam mieć! A przy okazji sprawiłam Mamie fajny prezent. Te spódnice to tradycyjny strój na kobiet. Ładnie podkreślają talie, są dekorowane orientalnymi wzorami, często wyszywane złotymi nićmi. Ile szwaczek tyle pomysłów. Piękne i bardzo po tajsku.
Jeżeli byłaś/eś w Tajlandii to musisz kojarzyć Tajów poubieranych w jeansy, długie rękawy oraz właśnie kapelusze, które zakrywają kark oraz niemal całą twarz, mając jedynie wąski pasek na oczy. Często część zasłaniająca twarz jest odpinana. Ten kapelusz, to obowiązkowy element garderoby w każdej tajskiej szafie. Jeżeli chcesz swoich bliskich zaskoczyć czymś oryginalnym, to ten kapelutek jest bardzo niestandardowy.
Kojarzycie takie zielone cygarety, które w Tajlandii często układa się na domkach dla duchów, tuż obok czerwonej Fanty? To właśnie tytoń zawinięty w liście bananowca. Tajowie ich co prawda nie palą, a jedynie poświęcają Buddzie. Jednak ja często te „birmańskie papierosy” kupowałam dla znajomych jako upominek. Nie palę, więc nie wiem czy są smaczne. Na bank wiem, że robią wrażenie i są bardzo nietypowe.
Chyba nie muszę Was długo przekonywać, że to dobry pomysł na pamiątkę z Tajlandii. Ileż godzin przebujałam się na rajskich plażach, rozkoszując się morską bryzą, szumem fal i promieniami słońca ogrzewającymi moje ciało. Hamak zawieszony w salonie czy na balkonie pozwoli to uczucie zachować, wystarczy bujnąć się i zamknąć oczy.
Uwielbiam ją. Uniwersalna! Ugryzienia komarów, podrażnienia skóry, bóle mięśni czy stawów, zakwasy, zatkany noc, przesilone ścięgna, zapalenie ucha, ból głowy. Dostępna w dwóch wariantach – mentolowa (biała) – chłodząca oraz z kamforą (pomarańczowa) – rozgrzewająca. Ja gorąco polecam Tiger Balm w wersji rozgrzewającej. Cudny korzenny zapach w pakiecie. Maść dobra na wszystko, serio. Uleczy każde zło.
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…
View Comments
Pocky nie wymyślono w Tajlandii tylko w Japonii.
i są już w Polsce
Serio? Mów szybko gdzie je dostać :D
widuje je w wiekszych marketach, albo Delikatesach. Sa drozsze niz w Taj. Bananowo czekoladowe Pocky byly nawet w malych Carrefurach w Sopocie na monciaku.
Pocky sa w Piotr i Paweł, ale cena około 11/13 zł, a w 7/11 ~12 bth?