O nie! Zrobiłam tatuaż w Bangkoku. I to trzy! A rok wcześniej jeszcze jeden na wyspie. I to bambusem!!!!!!11
Z Tajlandii wróciłam jedynie z podwyższonym cholesterolem (mniam, pyszne i zdrowe tajskie jedzenie). Tatuaże nadal na ciele, nie zmazują się, prócz wątroby obłuszczonej olejem palmowym, nic mi nie jest.
To ramionko po prawej jest moje. Ta linia na nim też 🙂
Raz na jakiś czas na forach facebookowych dotyczących Tajlandii pada pytanie o tatuaż w Tajlandii:
„Czy to jest higieniczne?”
„A czy to jest bezpieczne?”
„Na co się zaszczepić?”
„Czy to boli?”
„A które studio polecacie?”
„Ile to kosztuje?”
UWAGA! W tym poście odpowiem na wszystkie te pytania. Obalę mity, przedstawię fakty. Zaznaczam, że uwielbiam tatuaże, mam ich na ciele już 8, a planuje kolejne (25 to moja ulubiona liczba <3) . Nie będę Cię tu przekonywać do dziarania się, bo to trzeba czuć, ale jak masz taki plan na Bangkok, to na bank się dużo dowiesz i pomogę podjąć decyzję.
UWAGA #2! Włączamy rozsądne myślenie. Nic trudnego! Przenieśmy się do Azji, ale załóżmy, że głowy zostają na karku. Mam nadzieję, że Wam tam nie odwala totalnie?
OJA jestem na wakacjach życia na końcu świata, to wsiądę nawalony na skuter i pojadę się wydziarać na twarzy do gostka co sprzedaje grzyby w reggae barze!!!!!!!! Co prawda tatuaż chujowy, ale ile wspomnień! Jestem taki zajebisty!!!!!!
Nie? To przed Wami 6 pytań, na które musicie odpowiedzieć zanim zrobicie chujowy tatuaż w Bangkoku.
A czy w Polsce jest? Albo Europie? Sam pomysł robienia tatuażu i wpychania pod skórę atramentu igłą nie jest zbyt higieniczny. Dlatego dobrze jest wybrać sprawdzone studio i wprawną rękę. Jasne, że możecie mieć pecha i coś złapać, nawet jakby Was dziarali w szpitalu sami chirurdzy. Ale powtarzam – zachowajmy zdrowy rozsądek.
Nie poleca się dziarania u typka bez rękawiczek, co ma swój salon na plaży i właśnie wziął kąpiel w oceanie. Tak tatuowałam się tylko ja i Aga (pozdro Czewujewo), na wyspie Koh Chang.
Jeżeli zależy Wam na higienicznym studiu, to takie wybierzcie. Poświećcie czas na risercz, przejrzenie opinii, nawet wybierzcie się do studia i poobserwujcie artystów przy pracy. Tatuaż zostaje na całe życie. HIV też.
Patrz punkt pierwszy. Dodaj do tego proste zasady:
-Przed tatuowaniem nie pij alkoholu, bo rozrzedza krew.
-Nie bierz narkotyków. To głupie.
-Zaraz po dziaraniu nie biegnij wykąpać się na na golasa do słonego oceanu przy blasku księżyca.
-Przynajmniej do chwili zagojenia unikaj słońca (ja na tatuaż zrobiony na wyspie nakładałam grubą warstwę kremu spf 50 – chronił przed słońcem a i słoną wodą w tracie nurkowania).
-Czy muszę wspominać, że powinno się tatuaż przemywać i dbać by skóra nie była zabrudzona, zapocona i zapiaszczona?
-Jak ci tatuażyści dają inne rady czy kremy – stosuj się i smaruj ten tatuażyk maściami, aż zejdzie skóra. Nie zlewaj tego.
Proste, co?
Proszę – w tym poście znajdziesz listę szczepień zalecanych (ale nie obowiązkowych!) do Tajlandii – Zdrowie – szczepienia, malaria, denga.
Czy kiedykolwiek wpadłbyś na pomysł, by szczepić się na grypę przed pójściem do salonu tatuażu w Warszawie? Tak? No i prawidłowo. Jeżeli tak uważasz, to to zrób, nie pytaj innych o zdanie! To Twoje zdrowie. Szczepienie na żółtaczkę zawsze się przyda. Czy idziesz na tatuaż, czy po prostu lubisz jeść albo kiedyś trafisz do szpitala (tfu tfu).
Z mojego doświadczenia wynika, że im krótszy czas tatuowania, tym boli mniej. Im większa dziara, tym boli bardziej. #noshitsherlock
Prawda jest taka, że tatuaż babusem jest mniej inwazyjny i szybciej się goi. Na przykładzie mojego ciała, maszynka rozorała mnie mocniej i na dłużej. Tatuaż bambusem jest przyjemny. Jakby lekkie kłucie naostrzonym ołówkiem. Mi się podobało.
PS. Tatuaż bambusem jest najprawdziwszy i nie schodzi po wakacjach. To nie jest zmywalna dziarka na chwilę. Okej?
Oh wait, let me google it for you……..
Sprawdzone. Powtarzam – istotny jest risercz. Przegoogluj internet – hasła „najlepsze studia w Bangkoku” czy „gdzie tatuować się w Tajlandii” jak najbardziej wskazane. Szczególnie po angielsku. Internet jest kopalnią wiedzy, serio. Pomyśl nad swoim projektem, co i gdzie chcesz mieć, w jakim stylu. Przejrzyj galerie zdjęć, przeczytaj recenzje, napisz do studia z prośbą o pomoc w projekcie.
Okej jeżeli chcesz sobie zrobić kontur serduszka na kostce (tak jak ja), to nie potrzeba do tego jakiegoś wielkiego filozofa. Ale już mój ananas, który jest moim projektem z głowy i należało go rozrysować, a następnie wykolorować jakby mazakiem, był bardziej skomplikowany.
W Tajlandii tatuują też Polacy. Znajdź ich, wtedy łatwiej o dogadanie się co do skomplikowanych projektów. Może coś polecą?
Ja dziarałamsię w All Day Tattoo Studio w Bangkoku. Wybrałam studio w którym obsługa jest w język angielskim, by mieć pewność, że się zrozumiemy. Ale tatuowali mnie Tajowie i byli zajebiści w tym co robią. Piękna robota.
Sak Yant robiłam bambusem na wyspie Koh Chang w Siam Hut u Leka, plaża Lonely Beach. To ten od kąpieli w oceanie, sterylnej igle w słomce i studiu na plaży pod palmą.
To już Twoja decyzja.
U Leka za jedną linię bambusem zapłaciłam 30 zeta.
Dobre studio w Bangkoku to ceny od koło 2000-3000 thb (250 – 350 zł) za godzinę. Ojej, drogo? No cóż, chcesz wybrać porządne i czyste studio, gdzie tatuują artyści? No właśnie. All Day Tattoo ma stawkę 3000 thb za godzinę tatuowania. Tworzenie projektu w cenie, plus kremik na gojenie.
Sam decydujesz.
Pewnego dnia poszliśmy na imprezkę. Klasyka. Bierzemy pokój w hostelu, zbieramy ekipę, bifor, taksówka na Khao San Road (backpackerska, imprezowa ulica), wbijamy do pubu z koncertem na żywo, zamawiamy 0.7 whisky, dobrze się bawimy, o 3 szybki szaszłyczek z seafoodem, przed 4 powrót do hostelu, w 8 osób w jednej taksie za 20 zeta.
I wyobraźcie sobie, że jeden typ na chwilę się odłączył i totalnie nawalony poszedł sobie zrobić tatuaż. O czym rano nie pamiętał. I budzimy się z rana, kacówa jak Jezu, a on tak patrzy na swoje dłonie i te dwa czarne krzyże na wewnętrznej części środkowego palca, zaczyna je pocierać i myśli, że może zejdą. Ale nie. One już nigdy nie zejdą. Bo są wydziarane. Na zawsze. Hehe.
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…