Korzystając z wakacji w tajskiej szkole cały październik spędziliśmy w Polsce. Jednak o tym napiszemy kiedy indziej. W tym poście chcielibyśmy wytłumaczyć Wam całą sytuacje i problemy z Agencją Pracy, tajską szkołą i tym co działo się, przez ostatnie tygodnie, po naszym powrocie do Tajlandii.
Część 1 (1.11-9.11) –> kliknij tutaj, by dowiedzieć się o co chodzi 🙂
Część 2 (10.11)
W pamiętny czwartek, 10.11, nie poszliśmy do pracy i wraz ze szkolna reprezentacją pojechaliśmy vanem na spotkanie z Agencją. To co się wtedy wydarzyło, przeszło nasze najśmielsze obawy…
O 5.30 stawiliśmy się w szkole. Spotkaliśmy się z wicedyrektorem i jedną z nauczycielek angielskiego. Wsiedliśmy do szkolnego vana i o 9 dojechaliśmy do biura naszej ówczesnej Agencji. To co wtedy przeżyliśmy, było perfekcyjnym przedstawieniem. Kunszt gry agencyjnych aktorów był niesamowity.
Gdy weszliśmy do biura obecni byli: szef Agencji, Agentka i sekretarko-księgowa. Tajskich nauczycieli Szef od razy zgarnął na spotkanie na osobności. Bardzo nas to wkurzyło, dlaczego nasze sprawy mają być omawiane za zamkniętymi drzwiami? Czuliśmy co się święci. Pomińmy fakt, że zachowanie pracowników Agencji było w naszej opinii skandaliczne. Wszyscy obecni na spotkaniu dostali szklankę zimnej wody, oczywiście oprócz nas. Aż absurdalne… Szef i nasza była Agentka nawet nie chcieli na nas patrzeć. Udawali urażonych, obrażonych, zranionych. Zero kontaktu wzrokowego, ani dzień dobry, ani pocałuj mnie w d***. Na ścianach biura niespodziewanie pojawiły się zdjęcia oficerów policji, czule obejmujących szefa Agencji, z uśmiechami od ucha do ucha. Ta nowa aranżacja wnętrza była zaskoczeniem. Agentka uprzedziła nas, że wzywa policję.
Wszystkie te zabiegi miały na celu wystraszenie nas, zmniejszenie naszej pewności siebie oraz wywołanie poczucia, że nasza sprawa jest przegrana, nie mamy tutaj prawa głosu. I musimy przyznać, że mimo świadomości tych aktorskich rekwizytów oraz przekonania, że byliśmy uczciwi i szczerzy, to trochę dygotaliśmy. Serce niemalże wyskoczyło mi z piersi. Bum, bum, bum, jedyne co słyszałam to łomot pikawy i szum wrzącej krwi. Ale z zewnątrz, staraliśmy się być twardzi jak skała. Nadal wierzyliśmy, że „dobro” zwycięży. Przecież nic złego nie zrobiliśmy, to Agencja pierwsza złamała kontrakt nie płacąc nam na czas, a szkoła jest zadowolona z naszej pracy…
Prywatne spotkanie szefa Agencji i nauczycieli skończyło się, w międzyczasie przybyła policja i wszyscy usiedliśmy do stołu.
Zanim opiszę Wam jak przebiegła rozmowa, zwróćcie uwagę na kilka istotnych faktów:
-Policja nie mówiła po angielsku, cała rozmowa była toczona po tajsku.
-Agencja przedstawiła policji tajską wersję naszego kontraktu, który my posiadaliśmy jedynie po angielsku.
-Tajscy nauczyciele, po uprzedniej rozmowie z szefem Agencji, przyjęli Jego punkt widzenia.
-Wszelkie rozmowy z Agencją między 1.11-10.11 były toczone telefoniczne. Nie posiadaliśmy dowodów.
Oczywiście, pierwszeństwo przedstawienia swojej wersji wydarzeń miała Agencja. Szef z delikatnym uśmiechem, wytłumaczył policji o co chodzi. Tak, po tajsku. Pokazał im tajski kontrakt i powiedział, że nie stawiliśmy się w pracy przez 5 dni bez powodu, nie uprzedzając wcześniej Agencji. Dlatego teraz nam nie chcą zapłacić, przecież to oczywiste. Na pytanie policji, czemu nie zapłacili nam w terminie, Szef odpowiedział, że wzywali nas do biura po odebranie pensji w gotówce, ale nie stawiliśmy się.
Hola hola, naszym zdaniem było trochę inaczej. Po pierwsze, to Agencja nie zapłaciła nam na czas – 25.10 minął termin płatności ustalony w kontrakcie. Gdy 1.11 wróciliśmy do Tajlandii (o czym także poinformowaliśmy Agencję), Agentka zaproponowała nam telefonicznie nie całą pensję, lecz jedynie 3000 bth zamiast pełnej kwoty kilkudziesięciu tysięcy. Dlatego 2.11 nie stawiliśmy się w pracy, uprzednio telefonicznie uprzedzając Agencję, że dopóki nam nie zapłacą, nie chcemy pracować. I nie chodziliśmy do pracy jedynie 3 dni, a nie 5. Poza tym, nasza Szefowa w szkole o wszystkim wiedziała, Ją też uprzedziliśmy.
Poprosiłam tajską nauczycielkę, aby wytłumaczyła naszą wersję oficerom. Policjant spojrzał na pracowników Agencji i zapytał, czy to prawda? I wtedy nastąpiło totalne załamanie. Agentka unikając naszego wzroku zaprzeczyła. Słucham? Agencja wyparła się wszelkich rozmów i negocjacji. W żywe oczy stwierdziła, że nigdy nie proponowała tylko części pensji i potwierdziła, że wzywała nas do biura po odbiór pełnej pensji w gotówce, ale to my nie stawiliśmy się, a następnie bez powodu nie poszliśmy do pracy.
Oho, jest ch*****. Nie mieliśmy żadnych dowodów na naszą wersję.
Wstrząsnął mną dreszcz. Nigdy nie przypuszczałam, że na świecie istnieją ludzie, którzy z taką łatwością mówią, że czarne jest białe, a przecież białe jest czarne. Jak to w ogóle możliwe, by się nie zawahać? By się uśmiechać? By wzruszać ramionami i w dodatku cynicznie odgrywać zranioną stronę? Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, co ja k**** słyszę!?
Dla policji sprawa stała się jasna, tajscy nauczyciele zostali przekonani na maksa. Pensja nam się nie należy, bo złamaliśmy kontrakt.
Najbardziej irytującą rolę w tym przedstawieniu miała sekretarko-księgowa. Śliczna Tajka o filigranowej figurze, z ogromnymi, uroczymi oczami. W przerwach podczas negocjacji, gdy uprzejmie dolewała wody policjantom i tajskim nauczycielom, głosem pełnym frustracji i smutku, komentowała zaistniałą sytuację, raz po raz bezradnie uśmiechając się i wzdychając. Prała mózgi. Znacie takie gadanie: „Ah, przecież my byliśmy tacy dobrzy, daliśmy im pracę i pomogliśmy we wszystkim… Ah, dlaczego oni muszą być tacy niewdzięczni… Ojej, jak mi przykro, że ktoś obarcza mnie winą za nic, jakie to niesprawiedliwe i raniące…”.
No myślałam, że mnie szlag trafi.
Zachowaliśmy spokój. Emil co prawda już wyglądał na wkurzonego i para uchodziła mu z uszu, ale ja jak zdarta płyta powtarzałam: Okej, trzymajmy się kontraktu. Nawet jeśli nie stawiliśmy się w pracy, to dlaczego do daty określonej w kontrakcie nie wpłynęła nam na tajskie konto pensja? Najpierw Agencja nie zapłaciła, potem nie poszliśmy do pracy. Takie są fakty i logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy.
Nie, nie, nie, nie zapłacą nam, bo nie poszliśmy do pracy. A ja na to: ale najpierw nie zapłaciliście, potem nie poszliśmy do pracy, bo mieliśmy powód! Nie, nie, nie. Nie poszliście do pracy, więc nie zapłacimy. WTF?
Po godzinie przerzucania się oskarżeniami po tajsku, osłabliśmy. Agencja wytoczyła najcięższe działa. Zniesławienie. Przecież zgłosiliśmy ich do Urzędu Pracy bezpodstawnie i teraz oni mają problem, stracili dobre imię i mają podstawę, by żądać od nas zadośćuczynienia. Ale, Agencja jest wspaniałomyślna, skoro szkoła chce byśmy dalej pracowali, nie zerwą z nami kontraktu i wypłacą kilka marnych groszy (po odjęciu wszelkich kar, zostawało około 10% kwoty), jeżeli zobowiążemy się podpisać oświadczenie przygotowane przez prawnika, które oczyszcza Agencję z wszelkich zarzutów i stwierdza, że wszelkie nasze roszczenia to bezpodstawne kłamstwa. A jak nam się to nie podoba, to mamy se iść do sądu.
Złamali nas. Dramat. Ja nie mogłam uwierzyć, w to co się dzieje i jak ten kot zostaje odwrócony ogonem. Nie mogłam uwierzyć, że pracowaliśmy najlepiej jak mogliśmy i dawaliśmy z siebie wszystko, a spotyka nas za to kara. Nie mogłam uwierzyć, że na świecie istnieją źli ludzie. W głowie mi się nie mieściło, jak bardzo jesteśmy bezsilni i bezbronni, gdzieś tam na końcu świata w Azji. Chciałam rzucić to wszystko, wyjść, odetchnąć świeżym powietrzem, a potem wziąć prysznic i zmyć z siebie ten brud kłamstw, złych emocji i frustracji. Ukryłam twarz w dłoniach i płakałam. Emil też nie wytrzymał. Wstał od stołu, przytulił mnie i zaproponował by po prostu wyjść z tej jamy zła. Niestety, policja zabroniła nam wstać od stołu, bez wyjaśnionej sprawy.
W akcie desperacji spojrzałam na naszą byłą Agentkę i drżącym głosem szepnęłam: Powiedz to wszystko jeszcze raz i patrz mi prosto w oczy. Agentka uciekła wzrokiem. Powtórzyłam Jej imię, by na mnie ponownie spojrzała i wycedziłam: Nigdy Ci tego nie zapomnę.
Sytuacja stała się dramatyczna. Moje łzy kapały na kontrakty i rozmazywały litery w czarne plamy. Oficerowie policji zaczęli się niecierpliwić. Tajscy nauczyciele zaczęli namawiać nas, byśmy zgodzili się na układ, że to dla nas najlepsze rozwiązanie, że w sądzie przegramy. Po 3 godzinach bezsensownych rozmów, mieliśmy po prostu dosyć. W końcu machnęliśmy ręką, wiedzieliśmy, że nie mamy żadnych szans i w poczuciu totalnej bezradności zgodziliśmy się.
Tak, podpiszemy wszystko co chcecie, tylko dajcie nam już spokój…!
Nienawiść to obezwładniające, agresywne i zuchwałe uczucie.
Wstrząsa Twoim ciałem, zaciska mocno pięści, marszczy twarz z pogardą. Sączy jad w sercu, zatruwa duszę, mgli umysł…
Najbardziej przeraża, gdy obudzi się pierwszy raz, gdy nagle orientujesz się, że tak potężne i frustrujące uczucie może zawładnąć Twoim światem.
Zostajesz z tym sam, bezbronny i zraniony.
I co zrobisz…?
Oszalejesz.
Albo… wykorzystasz tę siłę, by wystrzeliła Cię wysoko, daleko i w lepszym kierunku.
Ciąg dalszy nastąpi…
Tajlandia i blog to były piękne przygody. Ale czas na nowe! :) Spędziłam niemal rok…
Podróżowanie to coś więcej niż wspaniałe przygody, piękne krajobrazy i egzotyczne kultury. Szczególnie, gdy w…
O KURDEEEEE, praca zdalna jest taka zajebista, nic tylko leżeć w hamaku na jakiejś rajskiej…
Maroko. Byłam. Widziałam. Fajno. W listopadzie 2018 spędziłam w Maroko 10 dni - mega intensywne,…
Zazwyczaj to ja odpowiadam na Wasze pytania dotyczące Tajlandii. Dzisiaj to ja Was proszę o…
Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”? O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały…
View Comments
Jesteście ofiarami oszustwa, więc należy Wam się przede wszystkich dużo wsparcia i pokreślenia, że nie ma tu żadnej Waszej winy. Choć zapewne wiecie już, że umowy należy czytać i ważne są tylko te na piśmie.
Nie mogę sobie jednak odmówić komentarza odnośnie Waszego postępowania po fakcie. Napisaliście, że nie poszliście do pracy, bo nie dostaliście pensji. Rzeczywiście jest to logiczne i uczciwe. Tylko subiektywna logika czy uczciwość w sporach ma najmniejsze znaczenie, liczy się przede wszystkim prawo. A prawo nie pozwala na opuszczenie stanowiska pracy z powodu braku pensji. Pracodawca w takim wypadku ma (słuszne) prawo wypowiedzieć umowę z winy pracownika. Co oczywiście nie zmienia faktu, że pieniądze za dotychczasową pracę Wam się należą. Wujek Dobra Rada radzi: mniej emocji i logiki, a więcej prawa.
Dziękujemy za zrozumienie :) Co do naszego zachowania... Kontrakt był skonstruowany sprytnie. Za wszystkie formalności płaciliśmy my, mieliśmy jedynie obowiązki, żadnych praw. Jedyną naszą kartą przetargową była odmowa pracy, ponieważ angażowało to też szkołę, która szanowała naszą pracę i chciała, byśmy nadal pracowali. Dzięki temu, szkoła zaczęła wywierać presję na Agencję.
A według tajskiego prawa pracy, możemy nie stawić się w pracy, jeżeli podamy "reasonable cause", czyli rozsądny powód. Brak wypłaconej pensji oraz to, że nasz pracodawca pierwszy złamał kontrakt, naszym zdaniem jest rozsądnym powodem. Ale to rozstrzygnie Sąd. W części trzeciej wyjaśnimy co było dalej :)
Makabryczna historia. Co za wyrachowanie, co za bezczelność ze strony "agencji"! Zaskakujące jest to o tyle, że przecież zwykło się sądzić i mówić, że generalnie Azjaci odnoszą się do białych z dużym (czasami może nawet przesadnym) szacunkiem i sam na podstawie jakichś tam swoich własnych doświadczeń, mógłbym to potwierdzić. A tutaj? No nie czarujmy się, polecieli z Wami grubo. Bez skrupułów. I nie wydaję mi się, żebyście byli pierwszą ofiarą rzeczonej "agencji". Czekam na trzecią część.
Przy okazji, bo nie mogłem się tego doszukać w pozostałych wpisach. Mówicie po tajsku albo uczycie się tego języka? A jeśli nie, to czy macie w planach? Pozdrawiam.
To prawda, że Azjaci odnoszą się z szacunkiem do białych. Jednak często są to jedynie pozory. Oczywiście nie chcemy tutaj generalizować, jednak ten uśmiech ukrywa często drugie dno. Tajowie rzadko kiedy mówią, że coś im nie pasuje. Wolą założyć maskę i schować swoją prawdziwą twarz. Odnośnie samej agencji to nie byliśmy ich pierwszą ofiarą. Cały ten kontrakt jest przemyślany i umiejętnie skonstruowany..
My uczymy się tajskiego od maja czyli odkąd zaczęliśmy pracę w szkole. Znamy język na poziomie podstawowym wiec na ulicy, w knajpie czy w urzędzie - dogadamy się ?
P.s Już wkrótce trzecia część ?
Pozdrowienia.
Witam, Media Kids Academy ? Poznałem po krawacie, my (to znaczy ja z małżonką) uciekliśmy od nich po dwóch tygodniach, od początku mieliśmy z nimi złe doświadczenia, szkoda słów bo to bagno niesamowite, powodzenia w walce z nimi, dajcie im nauczkę, pozdrawiam
Cześć! MediaKids? Nie. Creative English World. Z MK pracowaliśmy następnie i mamy same super wspomnienia. Profesjonalni, ogarnięci i w porządku :D Ciekawe, że uciekliście... CO się stało?