W ostatni weekend przed moim wyjazdem do Polski chciałam wybrać się na przygodę. Miałam poczucie niespełnienia. Przecież jeszcze tylu miejsc w Tajlandii nie widziałam! Kiedyś szperając w internecie mignęła mi fajna miejscówka. Co więcej – nieznana i nieturystyczna. A to jest to, co tygryski lubią w Tajlandii najbardziej. Kolejną zaletą jest nieznaczna odległość od Bangkoku. Jedynie 250 kilometrów na południe. Nieco dalej niż Hua Hin, leżące nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej.
Zdecydowałam, że jadę do parku narodowego Sam Roi Yot i odwiedzę jaskinię Phraya Nakhon.
Sam Roi Yot oznacza górę trzystu szczytów. Rzeczywiście krajobraz był górzysty. Moje ulubione smocze skały dominowały widoki. Natomiast sama jaskinia, to jakiś cud natury. Składa się z dwóch przedsionków. W obu sklepienie zawaliło się tworząc otwór przez które wpadają promienie słoneczne oraz deszcz. Dzięki temu pod ziemią, ku słońcu, pną się bujne krzewy, drzewa i kwiaty. W drugim, większym przedsionku stoi także czerwono-złoty domek, który został wybudowany na życzenie Króla Ramy V.
Jak powstała jaskinia Phraya Nakhon? Z tego co przeczytałam w języku angielskim na tabliczkach stojących w jaskini, dowiedziałam się, że skały tworzące tę górę są podatne na erozję spowodowaną wodą. Obie dziury w ziemi były latami wypłukiwane przez wodę. Pewnego dnia, z powodu niedostatecznej wytrzymałości, sufity zwaliły się, co zresztą można łatwo zauważyć. Na środku obu jaskiń usypane są wysokie pagórki. To na nich rośnie większość zielonego gaju.
Jaskinia jest niewyobrażalnie ogromna. Naprawdę. Żadne zdjęcie czy film nie oddaje jej potęgi. Jest po prostu wielka. Panuje w niej też doskonała cisza. Aż ogłuszająca. Czasami, jedynie złowieszczy wiatr świszczy przeciskając się wąskimi szczelinami poruszając delikatnie gałęziami drzew. Jednak największe wrażenie wywarło na mnie złote słońce wpadające przez otwór wprost na rośliny i pawilon Króla. Ciepłe promienie tworzyły oślepiający słup światła, który wdzierał się pod ziemię sprawiając, że budynek mienił się.
Potęga tego co zobaczyłam była aż przytłaczająca.
Skąd w jaskini Phraya Nakhon domek Króla?
Pawilon powstał w 1890 roku na cześć Króla Ramy V. To właśnie Jego posąg stoi we wnętrzu domku. Niestety, nie można do niego się zbliżyć, czy wejść. Jest otoczony płotkiem. Pawilon Króla stanowi symbol prowincji Phetchaburi, w której znajduje się jaskinia Phraya Nakhon. Odkąd jaskinię odwiedził Rama V, w kolejnych latach następni Królowie odwiedzali pawilon. Ich duże podpisy można obejrzeć na tylnej ścianie jaskini. A pawilon nie jest jakiś nadzwyczajny, ale w tej ogromnej, zielonej jaskini, gdy promienie słońca padają prosto na niego, wygląda po prostu magicznie.
Droga na szczyt.
Są dwie opcje, by dostać się do jaskini.
Można dojechać do głównego wejścia, zapłacić na wstęp (200 thb), a następnie za łódź, która podwiezie aż do plaży parku narodowego. (Na plaży Laem Sala należącej do parku narodowego można wynająć proste drewniane bungalowy i uważam to za piękne, i odludne miejsce na chwilę odpoczynku.)
Stamtąd wystarczy wspiąć się 500 metrów do samej jaskini. Droga jest stroma i zadyszka gwarantowana, ale jest kilka punktów widokowych, które świetnie rekompensują zmęczenie. W trakcie spaceru można spotkać dzikie małpy. Ja widziałam ich kilka.
Druga opcja, to zrezygnowanie z łodzi i samodzielne przejście ponad 2 kilometrów ścieżką na skarpie wzdłuż oceanu. Ja tę opcję wybrałam i ją bardzo polecam. Droga także jest stroma i przeznaczona raczej dla sprawnych fizycznie, ale widok lazurowej, otwartej przestrzeni oceanu pozwala odpocząć na kilku punktach widokowych.
Samodzielne przejście trasy wraz ze zwiedzaniem jaskini zajęło mi łącznie trzy godziny.
Informacje praktyczne
Dojazd
Z dworca południowego Sai Tai Mai pojechałam vanem do Pranburi (180 thb ) – niewielkiej miejscowości oddalonej o około 30 kilometrów od parku narodowego Sam Roi Yot. Można dojechać także pociągiem, jednak to zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Z Pranburi wynajęłam skuter taxi na plażę Phu Noi (150 thb).
Plaża Phu Noi jest bardzo przyjemna. Czysta, zadbana, szeroka. Jest to raczej tajska miejscówka na weekend i raczej zaskakująco „luksusowa”. Nie znajdziecie tutaj bardzo tanich, rozwalających się domków, czy taniutkich, ale delikatnie obskurnych pokoi w guesthousach. Co mnie zaskoczyło, wzdłuż głównej drogi przy plaży jest ścieżka rowerowa!

Gdzie spać
Noc spędziłam w Blue Beach Resort. W cenie noclegu było śniadanie. Klimatyczny, zadbany resort, z basenem, prowadzony przez przemiłą tajską rodzinę. Na obiad, wino oraz plażowanie wybrałam się do Dolphin Bay Resort – najdroższego ośrodka przy plaży Phu Noi. Ośrodek jest duży, piękny, ma dwa baseny z widokiem na ocean, tajsko-europejską kuchnię oraz codziennie graną muzykę na żywo. Z tego co zauważyłam, jest to miejsce idealne dla rodzin z dziećmi.
Wskazówki
Do samego parku narodowego dostałam się skuterem. Do jaskini Phraya Nakhon polecam wybrać się z samego rana. Ja na szlaku i pod ziemią byłam zupełnie sama, a to mocno spotęgowało mój zachwyt. Koniecznie pamiętajcie o dużej butelce z wodą i porządnych butach.
Pięknie.
Kto był?
A kto chciałby pojechać?












