Z życia aspirującej cyfrowej nomadki: zanim zaczniesz szukać pracy – trzy kwestie do rozważenia

Oto nastał ten dzień. Czas iść do roboty! Niestety hajs nie spada z nieba, lata lecą, doświadczenie się samo nie zrobi, praca w barze już nie zadowala, a ponadto, ileż można siedzieć w domu i być studentem. Też tak masz?

Wszystko zaczęło się jakoś na początku kwietnia. Wysyłałam CV już z dobry miesiąc, dostawałam niewiele odpowiedzi, a jeszcze mniej zadań rekrutacyjnych.

Słowo daję – wszystkie  oferty olałam.

Odezwała się ogromna korporacja (produkująca słodycze <3), ale w ramach zadania rekrutacyjnego poprosili o pomysł na roczną strategię na zmianę wizerunku marki, na maks 20 slajdach. LOL? Przed oczami stanął mi dział marketingu, co te wszystkie prezentacje od stażystów sobie drukuje, a potem skleca jakąś finalną strategię – świeże pomysły, od grupy docelowej i to za darmo? Zajebiście 😀 Olałam.

Pisała do mnie duża firma i zaprosiła na rozmowę rekrutacyjną. Agencja reklamowa. Okej, idę. Ustaliliśmy termin. Na kilka dni przed rozmową wypadło mi coś ważnego, więc napisałam mega grzecznego maila z przeprosinami i pytaniem o możliwość przełożenia rozmowy z powodów rodzinnych. W skrócie, odpowiedź brzmiała: nie ma takiej opcji – albo będziesz na tej rozmowie, albo spadaj na bambus. Okej, nie chcę pracować dla tak niewyrozumiałej firmy. Olałam.

Zdarzyła się też firma, co mnie chciała na zdalnego copywritera. Brzmiało interesująco. Podesłali zadanie – tekst na stronę internetową o stomatologii. Bardzo porywające, szczególnie że musiałam najpierw spędzić kilka godzin w internecie szukając sexy wytłumaczenia dla ozonoterapii, leczenia recesji dziąseł i periodontologii, ale zakasałam rękawy i do roboty. Zaprojektowałam tekst, wysłałam, dostałam telefon, że super i mnie biorą. Ustaliłam szczegóły umowy, którą na dniach mieli mi podesłać. I tyle ich widziałam. Podejrzewam, że mój tekst „napisz do nas – nie gryziemy ;)” już śmiga na jakiejś stronie stomatologicznej. Olałam.

Szczerze przyznam – byłam załamana. Zaczęłam się mocniej zastanawiać co ja tak naprawdę chcę robić, dla kogo pracować i dlaczego tak wiele ofert olewam – to ze mną czy z nimi coś jest nie tak? Doszłam do kilku wniosków…

Jak chcesz pracować?

To banalne, ale serio ważne pytanie, które powinnam sobie zadać przed stworzeniem CV, ale jak to u mnie bywa – wszystko wyszło w praktyce. Miałam intuicję jaka jestem i jaki chce mieć tryb pracy, ale poświęciłam na to zbyt mało czasu. Dlatego bezsensownie wysyłałam setki maili, bo ani pracodawca nie szukał kogoś takiego jak ja, ani ja nie chciałam pracować dla takich firm i olewałam oferty.

Kim jesteś?

Jestem niecierpliwa i spóźnialska. Z drugiej strony odporna na stres i szybka w kryzysowych sytuacjach, kreatywna jeśli chodzi o rozwiązania trudnych spraw. Czasami roztrzepana, ale konsekwentnie pracuję nad lepszą organizacją pracy. Mam w sobie coś z perfekcjonistki, o ile robię coś w co totalnie wierzę. Lubię ludzi i nieźle nawiązuje wartościowe relacje, ale nie znoszę braku stanowczości i rozmemłania.

Zdałam sobie sprawę, że potrzebuję pracy w której będę robić wiele projektów na raz. Bo taka jestem i gdy jedno zadanie mnie znuży przeskakuję na kolejne. Żongluję nimi w zależności od mojego nastroju lub poziomu weny. Na razie chcę iść w wielu kierunkach i bardzo kompleksowo rozwijać swoje umiejętności.

Potrafisz opisać siebie w pracy? Wiesz jaka forma najbardziej ci odpowiada? Jakie są Twoje mocne i słabe strony?

Gdzie chcesz pracować?

Najpierw wysyłałam CV na copywritera. Jednak jak oglądałam zakres obowiązków i myślałam sobie, że mam na etacie codziennie trzaskać jedynie setki postów na social media, teksty produktowe, artykuły i generalnie zajmować się jedynie słowem, to dostawałam mdłości. Niczym Amerykę, powoli odkryłam, że mnie pisanie aż tak nie kręci, by zajmować się wyłącznie tym. Zrozumiałam, że nie mogę pracować dla dużej korpo w tylko jednym dziale i specjalizować się w konkretnej działce, bo padnę z nudów.

Z drugiej strony zaczęłam myśleć intensywnie o tym, co sprawia mi na co dzień największą frajdę. Dobra, nieźle kumam blogosferę, a mój własny blogasek to mój konik. Dzięki niemu wiele się nauczyłam i chciałabym drążyć temat. W moim prywatnym czasie nałogowo oglądam instastories innych blogerów, śledzę ich fanpage, najnowsze posty i przeglądam blogi. I jak tu połączyć wielozadaniowość z blogosferą? Hmm… Czyżby Influencer Marketing?

Po co chcesz pracować?

Ustalmy priorytety. Co jest dla Ciebie w pracy najważniejsze?

Hajs?

Na razie nie. Możesz pracować za mniej o ile robisz coś co cię jara i rozwija. Chociaż apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Czas?

Nie masz problemu z pracą w weekendy czy wieczorami. Możesz być pod telefonem niemal zawsze.  Zresztą, ja też nie wierzę w inny sens social mediów, niż natychmiastowe reakcje.

Elastyczność?

O tak. To mega ważne. Praca pół zdalna, pół w biurze? Koniecznie. W końcu moim marzeniem jest zostanie cyfrową nomadką. Totalnie muszę znaleźć pracodawcę, który będzie to może nie tyle rozumiał, co chociaż tolerował. Nie zawsze musisz siedzieć w budynku firmy, by praca została zrobiona. Ponadto, w naszym życiu wiele się dzieje. Czasem nie możemy fizycznie iść do pracy, bo studia wzywają. Zdarza się, że mamy zaplanowaną konferencję na której chcemy być. Albo kaca. Albo rodzinny wyjazd i nie poświęcimy go dla pracy.

Niezależność?

Tak! Cenię sobie, gdy mogę realizować moje pomysły i mam pewną dowolność w wyborze zadań którymi się zajmuję czy realny wpływ na rzeczy, które tworzę. Z drugiej strony mam parcie na rozwój, więc mega ekstra jest być pod czyimiś skrzydłami – czasami dostać opierdol, czasami wskazówkę, czasami pochwałę. W moim łepku wyobrażam sobie, że jesteśmy wielkim, rozlazłym strumieniem wody, coby chciał płynąć w każdym kierunku, a tu bach – znajduje się ktoś, kto nas prowadzi przez meandry komunikacji, strategii czy branży.

Setki wysłanych maili, kilkanaście ofert i kilka zadań rekrutacyjnych pozwoliły mi skumać, jak, gdzie i po co chcę tak naprawdę pracować. Ekstra. A teraz – jak taką pracę znaleźć? I czy ona w ogóle istnieje?

Posted in PRACA ZDALNA.