Raport z życia Millenialsa

Jestem Millenialsem.

Chcę być sobą. Odkryć istotę własnego istnienia. Egoistycznie podchodzę do życia. Teraz jest mój czas i tylko ode mnie zależy jak go wykorzystam. Liczy się tu i teraz. Boję się, że zmarnuję życia na rzeczy nieistotne. Boję się, że ulegnę presji otoczenia. Boję się, że nie znając siebie, będę błądzić wśród złych decyzji. Grzęznę w schematach, próbując się z nich wyrwać.

Za dużo myślę.

Kim jestem? Co robię? Co czuję? Dlaczego? Próbuję zrozumieć samą siebie. Dociekam o co mi chodzi, dlaczego targają mną tak sprzeczne uczucia. Dzień i noc rozkminiam czy to co robię ma sens, czy na pewno czuję się z tym dobrze, czy na pewno tego chcę. Ale czego ja w sumie chcę? Myśli zaczynają mnie przerastać. O co w tym wszystkim chodzi? Czy wystarczy, ze pogodzę się z tym jaka jestem i że pewne chwile nie wrócą? A może właśnie tym jest życie – bezustannym zwątpieniem? Jaki jest sekret bycia szczęśliwym? Przekraczanie kolejnych granic? Wewnętrzna harmonia? Pokora i brak oczekiwań?

Za dużo czuję.

Daję się pochłonąć. Pozwalam uczuciom mnie obezwładnić. Popadam w skrajności. Nie znam umiaru. Podsycam emocje, które trawią mnie żywym ogniem. Rozdrapuje rany, by czuć bardziej. Zrozumieć. Nazwać te nieuchwytne, nieznośne uczucia. Dlaczego to czuję? Skąd to się bierze? Czy te wszystkie emocje są prawdziwe? To istny obłęd. Gubię się w wewnętrznym gąszczu wątpliwości.

Za dużo imprezuję.

Zagłuszam moje zagubienie. Upijam niepokojące myśli. W głośnej muzyce moja głowa odpoczywa. Uwielbiam ludzi. Szukam bodźców. Nie zadowala mnie zwykłe siedzenie przy butelce. Chcę oglądać wschody słońca, moczyć bose stopy w oceanie, podążać za ludźmi i falą wydarzeń. Nie uznaję połowicznych rozwiązań. Jak piję, to do upadłego. Jak tańczę, to do rana. Jak wydaję hajs, to do ostatniego grosza. Rano będę czuć się źle, przyjdą wyrzuty sumienia i moralny kac, ale nieważne, dzisiaj się tym nie przejmuję. Dzisiaj chcę czuć, że żyję.

Za dużo pracuję.

Rzucam się w wir pracy. Biorę na siebie zbyt wiele obowiązków. Musi się dziać, musi być ciekawie, musi być stresująco. Nieprzespane noce, problemy ze zdrowiem. Nieważne. Nie obchodzi mnie to. Chcę się rozwijać, chcę się uczyć, chcę wiedzieć i potrafić. Ciągle mi mało. Szybko przyzwyczajam się do zabójczego tempa, sięgam po więcej.

Za dużo podróżuję.

Nie potrafię usiedzieć w miejscu. Szukam przygód. Lawiruję pomiędzy moimi obowiązkami, wyrywam krótkie chwile na podróże. Blisko czy daleko – nie ma to znaczenia. Byleby zmienić otoczenie, zbodźcować się, zaobserwować coś nowego. Potrafię spakować całe moje życie w plecak i ruszyć przed siebie w jedną noc. Jestem zawieszona w ciągłej tymczasowości, podzielona na kilka światów. Nie cierpię tego tak samo jak uwielbiam. Ta intensywność i rozdwojenie jaźni mnie z czasem męczy. Mam dosyć. Tęsknię za rutyną, doceniam ją. Wracam do domu i przez chwilę łudzę się, że tym razem wszystko się ustabilizuje. Chodzę wcześniej spać, zdrowo gotuję, regularnie ćwiczę. Codzienność robi się normalna. Znowu mnie to nudzi. Planuję kolejną podróż. Chcę zwiedzić cały świat.

dziewczyna i oceanZa dużo marzę.

Roztaczam piękne wizje mojego życia. Patrzę wstecz i widzę ile już osiągnęłam. Wierzę w swoją sprawczość.  Jestem pewna siebie. Nie boję się marzyć odważnie. Potrafię ciężko pracować na to czego pragnę. Wiem, że jestem w stanie to wszystko osiągnąć.  Nie zarażam się przeciwnościami, są moją siłą. Naiwnie wierzę, że jestem wyjątkowa. Przecież tylko raz się żyje.

Za dużo oczekuję.

Od siebie, innych i życia. Chcę przeżyć coś epickiego. Zwykła abstrakcja już mnie nie zaspokaja. Szukam absurdu. Czegoś niewyobrażalnego i niemożliwego. Pragnę wszystkiego na raz – podróży, pracy, imprez, marzeń, miłości – do końca, do bólu, do ostatniego tchu. Nie zrezygnuję, nie odpuszczę.

Głębiej, więcej, mocniej, lepiej, dalej, bardziej.

Jestem Millenialsem i chcę żyć po swojemu.

Posted in Z ŻYCIA MILLENIALSA.