dziewczyna i ocean

O czym marzysz?

Kiedyś nie miałam marzeń.

Gdy ktoś pytał mnie o czym marzę, to zawieszałam się, wywracałam oczy w górę i w końcu, po boleśnie długich sekundach – wzruszałam ramionami.

Jak byłam mała to od zawsze chciałam mieć kucyka. Takie moje niespełnienie wynikające z kochania jazdy konnej, której jakoś moi bliscy nie uwielbiali tak jak ja. Ale bądźmy ze sobą szczerzy – to nie było coś, co poruszało moje serce. Co sprawiało, że brałam głębszy wdech, a w oczach pojawiały się iskry. Po prostu. Byłam dzieckiem i chciałam mieć kucyka, tak jak miliony dziewczynek na świecie.

Potem przyszedł czas na dom i psa. Mówiłam to bezwiednie, nie zastanawiając się za wiele nad sensem tego. Rzucałam na odczepnego. To nie były moje marzenia, ale stanowiły łatwą odpowiedź na męczące pytania.

Głupie co nie?

Gdy byłam starsza, a marzeń jakoś nadal odnaleźć nie mogłam, przyszła refleksja… Może czas bym miałam doroślejsze marzenia? Może  rzeczywiście powinnam marzyć o dobrze płatnej pracy? Cudownym mężu? Albo chociażby podróży dookoła świata?

Trochę mnie to mierziło. Nie czułam się dobrze z tym, że nie mam konkretnego marzenia.

Myślałam sobie, że może nie mam obecnie marzeń, bo po prostu ich nie potrzebuję. Przyjmę życie takim jakim jest. Cokolwiek by się nie zdarzyło w pewnym sensie może być spełnieniem moich marzeń – wystarczy przyjęcie odpowiedniej perspektywy. A w tym jestem dobra. Szukaniu pozytywów. Zazwyczaj skupiam się na dobrych stronach nawet najchujowszych sytuacji. I szczerze powiem, że mi to życie ułatwia. Jednak najwyraźniej sprawiło, że marzenia zeszły na drugi plan. Bo przecież cokolwiek się zdarzy będzie dobrze. Będę się cieszyć z tego co mi życie przyniesie. Oby.

Obojętność.

Ignorancja?

Ponadto, jakoś nie miałam w sobie odwagi marzyć. Uważałam się za zwykłą Zuzię. Ot, studentkę socjologii, barmankę, córkę, siostrę, dziewczynę. Nie miałam wizji swojego życia i pewności co do jego kierunku. Oczywiście wierzyłam w swoją wyjątkowość, ale mocno uzależniałam ją od oceny osób z zewnątrz.

Marzenia wymagają odwagi i siły.

Nie marzyłam, bo nie miałam w sobie mocy sprawczej. Jakoś wszystko było odległe i nieosiągalne. No przecież tym są marzenia, prawda? Wiszą nad nami, gdzieś tam, rzucają ciepłe promienie na drogę do celu, którego i tak się nie osiąga. Pozostaje po nich tylko żal i zgorzknienie.

Nie udało się – no trudno. Takie jest życie. Po co z nim walczyć? Lepiej przyjmować z uśmiechem to co się dostaje.

Bierność. Zwykłość. Wzruszenie ramionami.

A jednak.

Podróż do Tajlandii rozbudziła we mnie marzenia.

Marzę, by pojechać do Mongolii i na końskim grzbiecie przemierzyć stepy i góry.

Marzę o autostopowej podróży po całej Europie. Szalonej, spontanicznej, z namiotem pod pachą.

Marzę, aby wrócić do Azji Południowo-Wschodniej i pożeglować po wszystkich najpiękniejszych, rajskich wyspach na pokładzie katamaranu.

Marzę o mobilnym mieszkaniu w wanie. Takim które sama wyremontuje a potem śpiąc w aucie przemierzę Australię, Amerykę Południową i każdy zakątek świata, o którym tylko znajdę na mapie.

Marzę, by zostać cyfrową nomadką i zarabiać zdalnie na moim komputerze i być niezależną.

Tylko teraz, moje marzenia zmieniły się w cele. Już nie czekam na to co życie przyniesie. Działam. Staram się pracować na to, by moje cele zostały osiągnięte. Bo one wymagają ciężkiej pracy i odważnych ambicji, ale dlaczego nie?

Zawsze znajdzie się ktoś kto drwiąco uśmiechnie się pod nosem, zakpi z moich planów, wyśmieje.

Proszę bardzo. Ja powoli będę robić swoje.

Może jestem naiwna. A może po prostu wybieram życie w którym czuję się dobrze ze swoimi decyzjami, bo mam świadomość, że prowadzą do czegoś o czym marzę i pragnę osiągnąć. Nie chcę biernie czekać.

Przecież to zależy ode mnie. Jasne, życie może spłatać mi psikusa. Istnieją zdarzenia losowe na które nie mam wpływu. Ale w tym punkcie niezmienne jest moje podejście do życia – to ja decyduję jak na te wydarzenia spojrzę i czego się od nich nauczę.

Dlaczego akurat Tajlandia we mnie te marzenia rozbudziła?

Nie wiem.

A Ty wiesz?

Nie zastanawiam się. Przyjmuje to, a ze sobą samą czuję się o wiele lepiej. W gruncie rzeczy ta lista, którą przed chwilą się z Tobą podzieliłam, może się w ciągu jednego dnia zmienić. I co z tego? Nic mnie to nie będzie obchodzić. Moje marzenia-cele staną się inne.

Niezmienna pozostanie droga, którą muszę przebyć w kierunku który obiorę.

Nie zaklinam się, że na pewno to zrobię.

Z całych sił spróbuję.

Marzę, by te marzenia spełniać.
Posted in Z ŻYCIA MILLENIALSA.