praca nauczyciela w Tajlandii

Nauczyciel angielskiego w Tajlandii – kto się NIE nadaje?

Praca nauczyciel angielskiego w Tajlandii brzmi świetnie. Luźna atmosfera, niewiele obowiązków, ciepło, palmy, pyszne jedzenie, mnóstwo dni wolnych i jeszcze 4000 zł pensji! OESU! Praca marzeń!

Ale nie dla każdego. Jest kilka spraw, o których musisz wiedzieć, zanim wyjedziesz do Krainy Uśmiechu. Na bank tej pracy nie podejmuj jeżeli…

Nie lubisz dzieci

Czy chcesz czy nie chcesz, bycie nauczycielem to przede wszystkim dzieci. Możemy rozprawiać o hajsie, tajskiej kuchni i wolnym weekendzie na wyspie, ale powiem ci z ręką na sercu, że dzieciaki to najcudowniejsza część tej pracy. Gdy odchodziłam ze szkoły, to serio – płakałam. To moi uczniowie nauczyli mnie najwięcej języka tajskiego i tajskiej kultury. Nie raz zaskakiwali mnie dziwnymi, wręcz krępującymi pytaniami (a czemu masz taki duży dekolt?). Albo wyrażali oburzenie związane z moim stylem życia (nie masz ślubu z Emilem i mieszkacie razem?!). Zawzięcie tłumaczyli mi różnice między produkcją sosu sojowego i rybnego. I najlepiej na świecie objaśniali mi tajemnice buddyjskich świąt czy według mnie dziwnych zwyczajów (czerwona fanta dla Buddy!?).

W ogóle, moim zdaniem, to dobrze jest w jednej szkole spędzić co najmniej dwa semestry. Nauczyciele farangi (białasy) zmieniają się tutaj jak w kalejdoskopie. Jeżeli zaczynasz pracę, zazwyczaj nikt nie traktuje cię poważnie, dzieci się za bardzo nie przywiązują. Większość zakłada, że za 4 miesiące i tak znikniesz – wskoczysz z zarobionym hajsem w pociąg w stronę Kambodży i nigdy więcej cię nie ujrzą. Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy wracasz. Okazuje się, że można na ciebie liczyć i nie porzuciłeś swoich podopiecznych. Ja to przeżyłam – wróciłam na drugi semestr. Taką „stabilizację” oraz głębię relacji jaka dzięki temu zbudowała się z moimi urwisami, wspominam bardzo czule.

Z drugiej strony te dzieciaki to istne szatany. Uczyłam w gimnazjum i liceum, ale na myśl o przedszkolu się wzdrygam. O Budda, 40 małych Tajców zamkniętych w puszce wielkości standardowej kawalerki w Warszawie, to dżungla. Skaczą po ławkach, rzucają się długopisami, strzelają papierowymi kulkami (którymi Ty obrywasz). O, tak wyglądał mój klasyczny dzień w tajskiej klasie: Dzień dobry! Pliz, przeczytaj. Zyskasz poczucie, dlaczego musisz lubić dzieciaki, by pracować w Tajlandii!

fot. Alicja Pinkowska

praca nauczyciela w Tajlandii

Liczysz na szybki i duży hajs

Rzeczywiście, zarabia się dobrze, szczególnie w porównaniu do kosztów życia. Tutaj dowód – Nauczycielskie koszty życia w Tajlandii. I tak, ta pensja pozwala żyć lekko i dużo podróżować. Jednak, nie licz na to, że w Tajlandii zarobisz jakieś niebotyczne sumy w jeden semestr i spłacisz długi czy odłożysz. Bez doświadczenia i fajnego CV dla azjatyckiego rynku,  możesz o tym zapomnieć. Lwią część tych pieniędzy pochłonie procedura wizowa. Przygotuj się, że co miesiąc ileś tam set złotych wydasz na dokumenty. Ponadto, semestr trwa niby pół roku, ale realnej pracy wyjdzie ze 3-4 miesiące. Więc pełnych pensji otrzymasz może ze trzy.

Podkreślam, to też bardzo zależy od Ciebie, Twoich oczekiwań, stylu życia i lekkiej ręki do wydawania mamony.

Masz wyjebane

To PRAWDZIWA praca. Może nie stanowi potwierdzenia wyobrażeń pracy w europejskim rozumieniu, ale nie ma co liczyć, że będzie łatwo. Nie przepadam za cwaniakami, co sobie myślą, że pojadą do Tajlandii, zatrudnią się jako nauczyciel, przebimbają pół roku w klimatyzowanym biurze, popajacują przed dziećmi, poczarują tajskie grono pedagogiczne, zgarną hajs i na pełnej wyjebce pojadą na ekstra wakacje. NIE!

Pamiętaj, że praca nauczyciela angielskiego to pełny etat. 5 dni w tygodniu, po 8 godzin. Nawet jak nie masz zajęć, nawet gdy w ciągu dnia masz jedną godzinę lekcyjną, pomimo szkolnych uroczystości. Zawsze musisz siedzieć w biurze, chyba że Twój przełożony lub kontrakt twierdzą inaczej. Taki Twój obowiązek.

Jesteś w Tajlandii gościem. Tajowie mają „swój świat i swoje kredki”, tajska kultura jest odmienna od europejskiej. Hej, ale po to tam jedziesz, prawda? Sama nie jestem idealna i na przykład codzienne stanie na porannych apelach mnie okrutnie irytowało. Ale wtedy w ruch szła pasywna agresja i milcząca negocjacja granic. Czy wystarczy bym na poranną uroczystość przychodziła dwa razy w tygodniu? Czasem takie kompromisy kulturowe są ok. Ale z drugiej strony, to był mój nauczycielski obowiązek, więc tak naprawdę, jak dyrektor przychodzi i każe stać na baczność, to idę i stoję.

Generalnie, bycie nauczycielem w Tajlandii, to ważna sprawa. Nauczyciel to szanowny zawód, wymaga pewnej powagi – w stroju czy zachowaniu. Nawet poza miejscem pracy. Lokalna społeczność nadal ma z Tobą styczność, w sklepie, knajpie czy na ulicy. Nie mówię, że masz ciągle udawać, nie twierdzę, że ja sama była perfekcyjną nauczycielką, ale jednak miałam świadomość tych różnic kulturowych i starałam się brać je pod uwagę.

fot. Alicja Pinkowska

Lubisz dobrze zorganizowaną pracę

Oj, z mojego doświadczenia wynika, że generalnie biurokracja w Tajlandii, to średnio jest ogarnięta. Ponownie, ja czasami totalnie nie kumałam, dlaczego pewne dokumenty muszą zostać ponownie wypełnione, po co są tworzone jakieś listy obecności albo dlaczego muszę uzupełniać te tabelki, skoro nikt ich nie potrzebuje. Najbardziej wkurzało mnie to w procedurze wizowej i w urzędzie imigracyjnym. W szkole też, ale mam jedną radę: lepiej się za dużo nie zastanawiać i to robić.

W tajskiej szkole największym problemem farangów było ciągłe niedoinformowanie. Rzadko kiedy mówiono nam kiedy i jakie zajęcia będą odwołane, że za tydzień jest konkurs i mamy dzieci przygotować, że zmieniły się wymagania co do stroju czy należy przynieść do szkoły zdjęcia paszportowe. No cóż.

Nie jesteś elastyczny

Praca w tajskiej szkole to sztuk adaptacji. Dostosuj się albo zgiń. Po pierwsze, musisz być bardzo samodzielny, kreatywny i z dystansem do wszystkiego podchodzić. Nie zliczę ile razy miałam wrażenie, że system edukacji w Tajlandii jest absurdalny. Po co się tym frustrować? Jeżeli jesteś typem człowieka „czepialskiego” i niełatwo reagujesz na zmiany (które mogą zdawać się nielogiczne), to sobie pracę nauczyciela angielskiego w Tajlandii odpuść.

Przykład? Pewnego dnia jedna z tajskich nauczycielek poprosiła mnie, bym omówiła test z angielskiego wśród uczniów, którzy podejdą do „matur”. Na przygotowanie dostałam dwie godziny. Okej. Idę do klasy, a tu niespodzianka! Okazuje się, że to ogromna sala wykładowa, mini konferencja, a w środku czeka na mnie chyba z 200 uczniów i z 20 tajskich nauczycieli angielskiego. Dostaję mikrofon i jechane – prezentuję. I to przez godzinę!

Przykład numer dwa? Polityka „wszyscy zdają”. Przez semestr prowadzisz oceny, zbierasz zadania domowe, sprawdzasz obecność, oceniasz testy. Część dzieci ma cię w dupie, więc kogoś oblewasz. Okazuje się, że twoje starannie przygotowane oceny nie podobają się dyrektorowi, mimo twoich papierów i dowodów na zasadność oblań. Nie dostaniesz pensji, dopóki uczniowie nie zdadzą. Plus – nie myśl, że ktoś powie o tym wprost! Przełożony po prostu poprosi, by jeszcze raz spotkać się ze studentami. To irracjonalne, by mieli zdać, skoro nic przez kilka miesięcy nie zrobili. Ale co poradzisz, jak nic nie poradzisz? Ja wychodzę z założenia, że nie jesteś w Tajlandii, by kogokolwiek zbawić czy ten kraj zmienić. To rodzi frustracje, gdy przykładamy to co znamy z Europy do azjatyckiego świata.

Jeżeli nie potrafisz sobie odpuścić i  spontanicznie dostosować się do tajskich wymagań, to nie bierz tej pracy pod uwagę.

To co, nadal uważasz, że chcesz jechać do Tajlandii do pracy w szkole? Tak? Ekstra! Jak masz jakiekolwiek pytania napisz do mnie i odwiedź poniższe linki – obiecuję, że są mega pomocne:

Posted in TAJSKA SZKOŁA and tagged , , .