koh lanta

Koh Lanta: najpiękniejsze plaże na wyspie

Koh Lanta to duża wyspa. Z jednego końca na drugi ma niemal 26 kilometrów. Całkiem długie wybrzeże z potencjałem na kilka ładnych plaż. Którą wybrać, by była zachwycająca? I jakiego klimatu się spodziewać?

Na Koh Lancie spędziłam trzy dni. Już w porcie Saladan Pier wypożyczyłam skuter i rozpoczęłam moją podróż w poszukiwaniu najpiękniejszej plaży. Mapa do ręki, kask na głowę i jedziemy.

Klong Dao

koh lanta

Główna plaża na wyspie. Jest naprawdę szeroka jak na tajskie standardy. Piasek może nie jest najbielszy na świecie, ale niebieskie fale obmywają brzeg. Nie ma skał ani kamieni i można spokojnie pływać! Klong Dao jest przy samym porcie, więc to tutaj trafia większość turystów na Koh Lancie. Ja zauważyłam dużo rodzin z dziećmi i osób starszych. Byłam na wyspie w sezonie, ale jak widać na zdjęciach, wcale nie jest tłoczno. Ceny raczej z wyższej półki, a na samej plaży nie znajdziecie klimatycznych bambusowych chatek. Opcja wygodna dla rodzinek oraz osób, które przyjeżdżają na Koh Lante tylko na kilka dni i nie mają ochoty na dłuższe podróżowanie wzdłuż wybrzeża. Ja uważam, że jak na plażę główną, to Klong Dao jest naprawdę spoko, choć brakowało mi klimatu.

Long Beach (Phra Ae)

Koh Lanta

Plaża następna po głównej – Long Beach, po tajsku zwana Phra Ae. Zabawne jest to, że znajduje się praktycznie w lesie a na plaży rosną drzewa iglaste. Niestety przez to w piasku wala się dużo igiełek, które mogą kłuć w dupsko. Ponownie, piasek raczej żółty, ale w oceanie przy brzegu nie ma kamieni. Plaża raczej spokojna i bez tłumów, ale w sumie nie robi szału. Long Beach to najdłuższa plaża Koh Lanty. W mojej opinii fajna na piknik w cieniu okolicznego lasku albo spacer.

Klong Khong

koh lantaTotalnie rasta klimacik. Na brzegu znajdziecie dużo bambusowych chat, czy zbitych z desek barów. Posiedziałam chwilę na piasku i poczułam luz. Tutaj nikt się nie spieszy, czerwono-żółto-zielone flagi leniwie łopoczą w morskiej bryzie, a ludzie wylegują się na kolorowych leżakach. Klimat mi się bardzo podobał. Myślę, że plaża idealna dla par lub backpackersów lub osób zainteresowanych „grą w zielone”. Po Klong Khong wieczorami unosi się znajomy „koperkowy” zapach…

Klong Nin

koh lanta

Klong Nin, to mniejsza siostra poprzedniej plaży. Klimat bardzo podobny, także rekomenduje parom lub osobom podróżującym samotnie. Jednak co się moim zdaniem różni, to Klong Nin zdawała się bardziej „hipsterska”. Przeszłam się plażą i obczaiłam kilka barów, z lekko wyższymi cenami oraz fajną stylówką. Wiecie, że już nie tylko trzcina i dechy, ale też fajne fotele, klimatyczne lampeczki i dizajnerskie barówy. Do wyboru do koloru.

Kantiang Bay

koh lanta

Po dłuższej przejażdżce po wyspie, to na tej plaży zdecydowałam się znaleźć nocleg. Dlaczego? Ponieważ tuż przy niej znajduje się mini miasteczko. Jest 7eleven, dużo sklepików oraz miłych knajpek, a mimo wszystko nie jest tłoczno. Idealnie, jeżeli nie czujesz totalnie dzikich klimatów. Samą plażę uważam za jedną z ładniejszych. Jednak trzeba mieć na uwadze, że na dnie znajduje się trochę kamieni, więc plaża raczej fajniejsza do snurklowania niż pływania. Mnie najbardziej urzekła bambusowa knajpa na wzgórzu – idealna na zachód słońca (zdjęcie powyżej robione jest stamtąd). Ponadto, Kantiang Bay zmienia się nie do poznania nocą…. Mnie ten klimat urzekł totalnie. Na jej północnym końcu znajdują się ze cztery przytulne restauracje, które oświetlają kolorowe światełka i meduzowe lampy (piękne są, chce takie same – to te, które widać na youtube – Tajlandia vlog: Chcę być cyfrowym nomadem! Koh Lanta i Ko Hub). Miejsce idealne na romantyczną kolację, ale piwko przy imponującym pokazie ognia. Sami zobaczcie we vlogu jak to wygląda nocą. Mnie to urzekło totalnie!

Bamboo Bay

koh lanta

Plaża na szarym końcu wyspy. Dalej znajdziecie już tylko Park Narodowy Mu Ko Lanta (fajna latarnia morska!). Jak tu trafiłam? Podpytałam Tajów mieszkających na wyspie, którą plażę uważają za najpiękniejszą. Polecili mi właśnie Bamboo Bay. I osobiście – totalnie się z nimi zgadzam. Plaża raczej dzika, dookoła niewiele resortów i restauracji, ale to właśnie cały jej urok. Piasek całkiem biały, a woda… Jak na zdjęciu. Przejrzysta aż miło. Ja polecam wynająć sobie coś do spania na Kantiang Bay (by mieszkać w miasteczku) i skuterkiem dojeżdżać do plaży. Ewentualnie poszukać noclegu w resorcie na samej Bamboo.

Po skuterowej przygodzie wniosek mam jeden – im dalej na południe Koh Lanty, tym mniej turystów a plaże bardziej dzikie. Koh Lanta to bardzo wyluzowana wyspa. Jest całkiem cicha i spokojna. Nie znajdziesz tutaj tłumów ludzi, ani głośnych imprez na plaży do rana. Moim zdaniem to wyspa idealna do eksploracji. Dlatego nie zastanawiaj się dłużej, wsiadaj na skuter i wyrusz na przygodę w poszukiwaniu własnej najpiękniejszej plaży…

Posted in PODRÓŻE, PORADY and tagged .