I jak tam po powrocie…. Do Tajlandii!? cz. 1 – DZIWNIE

Powroty to nieodłączna część naszego życia. Do ludzi, miejsc, smaków, wspomnień. Mam wrażenie, że wręcz na tym opiera się nasze istnienie. Tęsknota za tamtymi chwilami porządkuje naszą przestrzeń i warunkuje przyszłe czyny. Ileż w nas sentymentów i westchnień za minionymi momentami, które tak wybiórczo zachowujemy w pamięci. Chyba nie jesteśmy świadomi jak mocno wspomnienia ulegają zmianom wraz z tym jak przekształca się nasze „JA”. Przecież to co pamiętamy dzisiaj może być zupełnie odmienne od tego co mieliśmy w głowie jeszcze kilka lat temu. Zakrzywiony obraz własnej przeszłości. Co jest prawdą? Fascynujące.

Dlatego wracamy. By sprawdzić. Przeżyć to ponownie. Zweryfikować nasze wyobrażenia. Przekonać się czy poczujemy to samo.

Mieszkałam w Tajlandii dwa lata. Wróciłam do Polski na stałe. Po czterech miesiącach pojechałam do Tajlandii. Po miesiącu ponownie wróciłam do Polski. Ach te powroty.

Szczerze Wam powiem, że liczyłam na jakieś objawienie. Jakiś niesamowity moment. Rozumiecie? Myślałam, że wysiądę z samolotu w Bangkoku i pojmę jakąś prawdę życiową. Jakby powrót do Tajlandii miał być receptą na moje grudniowe zagubienie (I jak tam po powrocie? czeęść 3 – ja pierdolę). Wierzyłam w to. Bilet kupiłam, gdy byłam w wewnętrznej rozsypce. Czy ja się łudziłam, że ucieknę przed samą sobą?

29.01.18 po raz trzeci w życiu stanęłam na lotnisku w Tajlandii.

 

Najpierw było niewyobrażalne szczęście. Takie pełne, czyste, dobre. Okropnie mocno ściskałam wszystkie wnętrzności z podcienienia. Gdy wylądowałam w Bangkoku, to wręcz biegłam do drzwi wyjściowych.  Śmiałam się sama do siebie słysząc język tajski. Jeszcze tylko kilka metrów, jeszcze tylko jedne szklane drzwi i znów będę w miejscu, które tak pokochałam, w którym tyle przeżyłam. Kojarzycie ten moment, gdy w teatrze kurtyna się rozsuwa, a Was nagle uderza jasne światło, a gałki oczne szaleją przyswajając obrazy ze sceny i oto już, właśnie teraz, coś się zaczyna! Te lotniskowe, rozsuwane drzwi były dla mnie bramą do innego świata. Za nimi czeka mnie Bangkok.

W mojej głowie istne szaleństwo. Setki obrazów z ostatnich dwóch lat. Przygody, podróże, chwile te złe i te dobre. Jakbym była jednym wielkim kotłem, w którym gotują się emocje. Wszystkie. Złość, radość, miłość, przerażenie, smutek, ekscytacja. Jednocześnie! W zabójczej mieszance. Nagle przed oczami staje mi tajska szkoła, dom wśród bananowców, Emil, sąd pracy, mieszkanie w BangBo, twarze wszystkich osób które poznałam, posterunek policji, łapanie stopa w Laosie, wakacje na wyspach, praca w barze w Kambodży.

Biegnę z walizką, ostatni metr, drzwi przed mną, uśmiecham się do siebie, w oddali już widzę wysokie wieżowce, jeszcze tylko chwila…

Szklane drzwi rozsuwają się bezszelestnie, a mnie uderza miasto. Hałas kolorowych taksówek, słodko-przegnity zapach mango i spalin, stęchłe i gorące powietrze, jaskrawe kolory od których dostaję oczopląsu i tłum ludzi, w którym stanę się na chwilę niewidzialna. Potęga 12 milionowego miasta. Śmieję się głośno i wręcz krzyczę do siebie czy Tajlandii: Jestem w Bangkoku!

Wróciłam!

Jestem ZuzaNo dobra, to się pocieszyłam, ale co dalej? Taksówka. I w tym momencie zaskoczyłam samą siebie. Po kilkumiesięcznej przerwie w używaniu tajskiego… Wstydziłam się mówić! Zaczepiałam Tajów i dukałam jakieś durne słówka w niezrozumiałym tonie, który jeszcze jakiś czas temu był oczywisty. Tajowie patrzyli na mnie okrągłymi oczami i nadstawiali uszu, coby zrozumieć tą dziwaczną białaskę, co kaleczy ich piękny język. Aż mi głupio było.

Znalazłam kolorowe auto i bez zastanowienia pojechałam do znajomego, bezpiecznego miejsca. Tego małego, ciasnego mieszkania w Bang Bo, z brzydkim różowym balkonem i cudnym widokiem na zielone drzewa.

Wysiadłam z taksówki i z czułością spojrzałam na budynek, w którym spędziła ostatni rok życia. Ponownie – nic oszałamiającego nie przeżyłam. Nic nowego. Te same sentymenty i przebłyski przeszłości.

Z jednej strony czułam się jak w domu. Znałam tę rzeczywistość, nic mnie w niej nie zaskoczyło. Macie tak, że w Polsce, we własnym kraju, czujecie się jak u siebie, nie? Znacie wszelkie zasady, zwyczaje, obiekty, przestrzeń, ludzi, schematy, działania. Codzienność jest tak obyta, że nie zwraca się na nią uwagi. Ja tak samo czuję się w Tajlandii. Po prostu – jak w domu.

Z drugiej strony wszystko zdawało się obce. Czułam się jak we śnie w którym za pomocą magicznej różdżki zmieniam czasoprzestrzeń. Trochę do niej pasowałam, trochę byłam już zbyt kanciata. Moja pamięć płatała mi figle i miałam wrażenie, że wszystkie wspomnienia jakie napływają mi do umysły zadziały się chwilę temu. A ja przecież miałam kilkumiesięczną wyrwę w tym świecie! Znowu zdawało mi się, jakbym w Polsce nigdy nie była, a Tajlandia była odwieczna i bezkresna.

To było totalnie dziwnie. Cholera, dopiero co starałam się na nowo ułożyć w Polsce, a znowu jestem w Tajlandii i tkwię w tej tymczasowości, której tak nie cierpię – zawieszona między dwoma światami. Tylko tym razem to w Tajlandii jestem tylko na chwilę i nie mogę dać się pochłonąć. Już myślałam, że w styczniu poradziłam sobie z samą sobą. Oswoiłam samotność, poskromiłam strach, polubiłam tęsknotę, uspokoiłam tkliwość, ukołysałam niepokój.

Powrót do Tajlandii obudził demony.

 

Prawda jest taka, że kolejne dwie noce przepłakałam. Sama nie rozumiałam dlaczego. Tak nagle, poczułam się bardzo samotnie na tym końcu świata. Leżałam w milczących objęciach, a łzy wsiąkały w znajomą pościel. Nie wiem, czy musiałam odreagować, czy zawiodłam się, że nie wydarzyło się nic specjalnego. Dzisiaj sobie myślę, że dałam upust emocjom, które skumulowałam przez cztery miesiące spędzone w Polsce. Chyba zabolało mnie to, że pustka i zagubienie jakie czułam w grudniu, wcale nie wynikały z powrotu do kraju po dwóch latach. One są częścią mnie. Nie mogę przed nimi uciec. Podróż nie nie zmienia. Żadnego objawienia, fajerwerków, olśniewającej prawdy lub ukrytego sensu.

Wróciłam do Tajlandii i nic.

Ta sama ja, ten sam strach.


Kolejna część „I jak tam po powrocie… DO Tajlandii!? JESZCZE DZIWNIEJ” już za jakiś czas na blogu. A jeżeli chcesz zrozumieć o co chodzi z tymi powrotami i moimi posranymi uczuciami, to przeczytaj serię „I jak tam po powrocie z tej Tajlandii?” część 1. ZIMNO, część 2. SPOKO, część 3. JA PIERDOLĘ

Posted in TAJLANDIA, Z ŻYCIA MILLENIALSA.