Czym jest „prawdziwa Tajlandia”?

Czym jest dla Ciebie „prawdziwa Tajlandia”?

O, czyżby jakieś obrazy, słowa, dźwięki i zapachy przypływały do umysły? Daj sobie chwilę. Zastanów się. Prawdziwa Tajlandia. Masz to? Masz przed oczami „prawdziwą Tajlandię?”. Zapamiętaj. A najlepiej zapisz. Za chwilę do tego wrócimy.

Skoro już studiuję socjologię i zdarza mi się przyglądać Tajlandii w bardziej naukowy sposób to podzielę się z Wami wynikami mini badania. Przeprowadziłam je w ramach zajęć dotyczących podróżowania.

Dokładnie to samo pytanie zadałam na facebookowych grupach o Tajlandii. Zebrałam kilkadziesiąt odpowiedzi i sprawdziłam jak wyobrażamy sobie Krainę Uśmiechu. Na koniec przefiltrowałam to przez teorie naukowe definiujące czym jest autentyczność.

Wrzucę Wam kilka teorii w perspektywie których można spojrzeć na odpowiedzi osób z fejsa.

Definicje „autentyczności”

Obczajcie rozkminę – na jakiej podstawie uznajemy, że coś jest prawdziwe? Okej – mogę coś zobaczyć, dotknąć i na tej podstawie mówię, że fizycznie istnieje (choć to też pewnie dyskusyjne, bo co jeżeli cały świat to tylko zbiorowe wyobrażenie w naszych głowach?). Natomiast na jakiej podstawie twierdzimy że ktoś, coś, jakieś doświadczenie jest autentyczne? Jakie czynniki muszą się złożyć? Czy to jedynie indywidualne odczucie czy jednak potrzebujemy opinii osób trzecich do legitymizacji takiego stwierdzenia? Jakie rekwizyty w świecie fizycznym muszą się pojawić, by podbić nasze wrażenie „autentyczności”? To mega, mega ciekawe.

„Strefa sceny” i „strefa kulis”

Paweł Zajas w artykule „O „autentyczności” i ponowoczesnym rozumieniu doświadczenia turystycznego” przedstawia pojęcia „strefa sceny” i „strefa kulis” w odniesieniu do pojęcia „autentyczności”. Celem wyjazdu jest przyjrzenie się życiu lokalnych mieszkańców, dzięki czemu możliwe staje się dotarcie do istoty danego kraju. „Prawdziwość” kryje się poza utartymi turystycznymi szlakami, gdzie komercjalizacja i konsumpcjonizm zniekształcają krajobraz, zachowania rodowitych mieszkańców jak i świadczone usługi.

Dla podróżujących najistotniejsze staje się uniknięcie „przedstawienia”. Za wszelką cenę próbujemy przedrzeć się przez to co turystyczne („strefa sceny”) do „strefy kulis”. W tym kontekście, bez przedarcia się do „strefy kulis” nie jesteśmy w stanie poznać prawdziwej natury kraju i kultury. Jak podkreśla Paweł Zajas, w pojmowaniu „autentyczności” istotną rolę odgrywa podglądanie i uczestniczenie w życiu lokalnych mieszkańców.

Warto jednak mieć na uwadze, że „strefa kulis” może być kolejnym przedstawieniem lub, że oddzielenie „strefy kulis” od „strefy sceny” jest wręcz niemożliwe, ponieważ obie sfery przenikają się wzajemnie.

„Moja kultura” i „obca kultura”

Definicję „autentyczności” można oprzeć na podziale „moja kultura” i „obca kultura”. Szczególnie ważne staną się wartości, których podróżującym brakuje w ich otoczeniu. „Turysta intuicyjnie poszukuje wartości, które z naukowego dyskursu etnologicznego przeniknęły do popularnych reprezentacji egzotycznych kultur, wartości których brakuje Zachodowi: umiaru, porządku, bezpieczeństwa, gospodarności.”*  W tym kontekście, turysta odwiedzający obcy kraj, uzna za autentyczne doświadczenia, które potwierdzają jego wyobrażenia dotyczące obcej kultury. Szczególnie prawdziwe będą czynności lub postawy, które stanowią zaprzeczenie lub idealizację wartości znanych z własnego kraju.

Poszukiwania autentyczności podobnie ujmuje Wieczorkiewicz przywołując cytat z MacCannella: „Ludziom nowoczesnym zdaje się, że autentyczność i realność, leżą gdzieś indziej: w innych epokach historycznych czy innych kulturach, w życiu prostszym i czystszym niż ich własne.”*

Podstawą do definicji autentyczności mogą być wyobrażenia o egzotycznej kulturze, które idealizujemy. Co więcej okazuje się, że w ponowoczesnym świecie, człowiek tęskni za życiem mniej skomplikowanym, prostszym.

No kumacie – ta wizja biednej, ale szczęśliwej Azji, w mistycznych oparach buddyzmu.

* Wieczorkiewicz A., Apetyt turysty. O doświadczaniu świata w podróży, Kraków 2008

„Autentyczność zimna” i „autentyczność gorąca”

Kolejnym ciekawym rozróżnieniem pojęcia autentyczności, jest to zaproponowane przez Toma Selwyna. Podział na „autentyczność gorącą” i „autentyczność zimną”. Cytując: „W pierwszym przypadku termin „autentyczność” wiąże się z zespołem przekonań dotyczących sytuacji człowieka w społeczeństwie. Sytuacja ta jest określona przez poczucie wyobcowania, jakie jednostka odczuwa w swym życiu codziennym. Z negatywnych emocji rodzi się wyobrażenie świata, w którym można ożywić utracone poczucie (autentyczności) więzi międzyludzkich. Natomiast w drugim znaczeniu „autentyczność” jest kwestią wiedzy i wpisuje się w krąg zagadnień epistemologicznych.”

To też jest trochę tak, że obecnie czujemy się nieco zagubieni. Kiedyś, niemal dla wszystkich wspólne były „duże” wartości na których opieraliśmy swoją tożsamość np. rodzina była ważna i to ona porządkowała całe życie. Śluby, dzieci i te sprawy. Ale dziś każdy żyje jak chce. Rodziną nie jest już klasycznie kobieta i mężczyzna z dwójką dzieci. Mnogość sposobów na życie jest aż przytłaczająca. W tym zagubieniu szukamy w sobie, świecie i innych punktów odniesienia – jaka jest ta „prawdziwa rodzina”? Nieistotna staje się sama konfiguracja – pary homoseksualne, społeczności hipisów, przyjaźń. Akcent stawiany jest nie na samą rodzinę, a raczej na poczucie, że jest „prawdziwa”. I to właśnie jest „autentyczność gorąca”.

Autentyczność gorąca” jest przydatnym narzędziem w analizie oczekiwań i motywacji turystów – czyli to co subiektywnie uznajemy za „prawdziwe” oraz na jakiej podstawie tak twierdzimy. Z kolei „autentyczność zimna” odwołuje się do podstawowych faktów dotyczących danego obszaru – tutaj tak typowo logicznie – prawdą jest, że Bangkok to stolica Tajlandii i już.

Ok. Mamy teraz narzędzia, które pozwolą nam zinterpretować odpowiedzi użytkowników facebooka.

„Prawdziwa Tajlandia to……” – analiza treści na poziomie znaczeń związanych ze sposobem rozumienia pojęcia „autentyczności”  w wypowiedziach osób na forum internetowym.

Z całego mojego mini badania, odpowiedzi na forach internetowych można posegregować w kilka kategorii:

Prawdziwa Tajlandia jest bardzo zmysłowa.

Bardzo dużo odpowiedzi skupiało się na zmysłach. Podkreślano zapachy, które wyczuwa się na ulicy w Bangkoku – duszące, smażone potrawy, sodko-przegniłe owoce, smród spalin. Pojawiały się wypowiedzi dotyczące hałasu – tak charakterystycznego dla azjatyckich miast. Ponadto, mnóstwo osób wklejało zdjęcia rajskich plaż, lazurowego oceanu czy egzotycznie wyglądających potraw, które mocno oddziaływają na zmysł wzroku. Bodźce i jeszcze raz bodźce, które przyjmujemy całym naszym ciałem.

wyspa bamboo

Prawdziwa Tajlandia jest biedna.

Drugim wymiarem, który często pojawiał się w wypowiedziach użytkowników, było podkreślanie prowincji i biednego życia. Szczególnie często pojawiał się północno-wschodni region Tajlandii – Isaan. Ten obszar słynie z dziewiczej, tropikalnej roślinności, biedy, rolniczego trybu życia, upraw ryżu, kultywowania tradycyjnych zachowań, strojów czy potraw. Część badanych identyfikowała te obszary jako „prawdziwą Tajlandię”.

Ciekawy zdaje się głos jednego z mężczyzn, który uważa północno-wschodni region Tajlandii za prawdziwy, przez wzgląd na brak turystów, biedę i brak udogodnień dla podróżujących. Jednak jak podkreśla, nie każdy powinien się tam zapuszczać na siłę, bo nie każdy „jest w stanie znieść taką Tajlandię.”

Prawdziwa Tajlandia jest tam, gdzie nie ma turystów.

W komentarzach przewijały się słowa „nieturystyczna”, „niekomercyjna”, które łączono z „prawdziwą Tajlandią”. Liczy się nie tylko brak tłumów turystów, ale także nieobecność praktyk miejscowych, które ów przemysł turystyczny powoduje jak np. podwójne ceny. Wskazywano, że ważny jest też czas w poznawaniu innego kraju. Zwykłe kilkutygodniowe wakacje nie są w stanie pozwolić nam odkryć „prawdziwej Tajlandii”, bo przez tak krótki okres czasu mamy dostęp jedynie to tej bardziej „turystycznej” wersji lub nie potrafimy odróżnić, co jest „prawdziwą” a co „turystyczną” Tajlandią.

Moim zdaniem, bardzo ciekawe były głosy, że doświadczenie poznawania Tajlandii zawsze jest niepełne, ponieważ zwiedzając Tajlandię i wybierając nawet najmniej turystyczne szlaki, a nawet mieszkając tam przez dłuższy okres czasu, dla tubylców nadal jesteśmy obcymi Europejczykami. Bycie białym, innym, z Zachodu, czy chcemy czy nie, nieważne jak długo tam nie mieszkamy i jak dobrze nie poznamy lokalsów, wpływa na ich postawę i mechanizmy działania.

Prawdziwa Tajlandia to seksturystyka.

Lady boys, dziewczyny na noc za kilkadziesiąt złotych, tajski masaż z happy endem. Najciekawsze, że wszystkie komentarze związane z seksturystyką pisali wyłącznie mężczyźni. Moim zdaniem to bardzo krzywdząca łatka. Takie wyobrażenia sprawiają, że osoby podróżujące do Tajlandii mogą mieć oczekiwania związane z seksturystyką. Ba! Mogą wybierać ten kraj jako swoją destynację właśnie przez swoją chęć na skorzystanie z takich usług. Tajowie są tego świadomi, a że turystów łączy się z okazją do zarobienia pieniędzy, to w sposób oczywisty spirala sama się nakręca.

Ej, a tych dziewczyn nie ma co oceniać. Pamiętajcie, że w Tajlandii rodzina jest bardzo ważna, tak samo jak szacunek do osób starszych. Tradycją jest to, że dzieci utrzymują swoich rodziców, dziadków czy nawet rodzeństwo. Często rodzinę stać, by wykształcić tylko jedno dziecko i to na nim spoczywa odpowiedzialność za utrzymywanie rodziny. Usługi seksualne są lepiej płatne niż obieranie krewetek w fabryce (400 zł miesięcznie…?). Dodajmy do tego, że polityka społeczna w Tajlandii jest okrojona do minimum (np. emerytury dostają jedynie urzędnicy państwowi). Dlatego powtarzam – nie ma co oceniać.

Jeżeli ktoś jest zainteresowany tematem i takimi historiami z życia to zapraszam od lektury książki „Człowiek w przestępnej cenie” Urszuli Jabłońskiej. Recenzja książki dostępna tutaj: „Alfabet tajskości – I jak Iluzja”.

Prawdziwa Tajlandia to Królestwo Uśmiechu.

Ach, ten sławny tajski uśmiech. Co tu więcej dodawać? Odsłonięty rząd białych ząbków kojarzony jest z Tajlandią przeokrutnie. Jednak uważam jedynie, że czasami fajnie byłoby się bardziej zanurzyć w kulturę i zrozumieć dlaczego w Tajlandii króluje uśmiech. O, tu do poczytania: Tajska kultura – co warto wiedzieć?

Prawdziwa Tajlandia ma inne wartości niż świat zachodu.

Mam wrażenie, że to częsta tendencja, by stawiać Europę i Azję na dwóch biegunach.

W wypowiedziach osób na forum można było odnaleźć myśl, że Tajlandia to „raj na ziemi”, ponieważ tam pieniądze nie mają znaczenia. Użytkownicy facebooka bardzo często wskazywali, że w Tajlandii można odnaleźć wartości o których w Europie ludzie zapominają. Pojawia się wątek „szlachetnej biedy”, a także pogodny stosunek do życia, nie narzekanie na swój los, nieistotność rzeczy materialnych. Na pewno kojarzycie takie gadanie – W tej Azji to wszyscy są biedni, ale szczęśliwi i nie potrzebują zbyt wiele w życiu!

Czym jest prawdziwa Tajlandia?

Wiecie co mnie zaskoczyło? W kontekście „prawdziwej Tajlandii” ani razu nie przewinął się buddyzm. Nie wiem dlaczego, ale byłam przekonana, że to się pojawi. Myliłam się. Ciekawe.

Mega interesujące w badaniu były odpowiedzi osób poirytowanych moim pytaniem. W odpowiedzi na „Prawdziwa Tajlandia to…” wklejali w komentarzu mapę Tajlandii, wyraźnie zaznaczoną czerwonym kółkiem – „autentyczność zimna”?

Bardzo ważnym wymiarem doświadczania „autentycznej Tajlandii”, którego nie odnajduję w wybranych teoriach, są zmysły. Ta kategoria pojawia się w związku z kuchnią tajską, dostępnymi krajobrazami, czy nawet seksturystyką. Autentyczne jest to, co mocno oddziałuje na nasze ciało. Wielość i intensywność bodźców zdaje się mieć kluczowe znaczenie.

Podglądanie życia lokalsów

Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale przykładając te teorie, które na początku opisałam, do wypowiedzi użytkowników fejsa, wydaje się, że za „prawdziwe” uznajemy to co uważamy za „strefę kulis”. Wiecie – „zwykłe życie”. Czyli taka klasyczna chęć poznania lokalsów, którzy są nie związani z turystyką i możliwość przyjrzenia się ich codzienności.

Ale! Jest tutaj jeden szkopuł. Co jeżeli lokalsi intencjonalnie kreują swoje życie tak, byśmy mieli poczucie, że to „strefa kulis”, a tak naprawdę to „strefa sceny” w owczej skórze? Ciekawe, co? 😀 Tutaj za przykład podałabym plemię Karen, które można odwiedzić w okolicy Chiang Mai w Wiosce Długich Szyi (słyną z metalowych obręczy zakładanych na szyje, które nienaturalnie ją wydłużają). Czy to właśnie nie jest totalne przedstawienie, stylizowane na „strefę kulis”? Tradycyjne stroje, ręcznie dziergane chusty, proste domy z dachami z liści palmowych – wszystkie te rekwizyty mają za zadanie utwierdzić nas w przekonaniu, że podglądamy „prawdziwe” życie Karenów i obcujemy z autentyczną, egzotyczną kulturą.

Ach. Wspomniałam, że wstęp do wioski kosztuje 500 batów i jest ona otoczona płotem? Osobną kwestią jest też to, że Karenowie pochodzą z Mjanmy, a to Tajowie „zarządzają” obiektem.

Biedni, ale szczęśliwi!

W definiowaniu autentyczności bardzo ważna dla forumowiczów jest dychotomia Tajlandia – Europa. Przypomnijmy sobie rozróżnienie na „moja kultura” i „obca kultura” oraz nasze tendencje do idealizowania egzotycznych kultur, w których odnajdujemy wartości brakujące nam na co dzień. Założenie, że oni na pewno są szczęśliwi dzięki swojemu prostemu życiu. Ten aspekt ewidentnie się przewija w wypowiedziach, które zebrałam na fejsie. Pytanie – czy to prawda? Co sami Tajowie powiedzieliby o swoim życiu? Wydaje mi się, że odmienność nas bardzo fascynuje, ale działa to przez krótki okres czasu. Ponadto, mamy tendencje do przypisywania innym naszych własnych potrzeb.

Cp więcej, w definiowaniu „prawdziwej Tajlandii” bardzo ważna jest kategoria „autentyczności gorącej”, która odnosi się do zespołu wyobrażeń oraz osobistych odczuć forumowiczów co do tego kraju. Fakty faktami, ale to nasze subiektywne odczucia co do tego czy coś było prawdziwe czy nie jest tutaj najistotniejsze. I nikomu nic do tego 😀

A teraz, przypomnij sobie jakie wyobrażenie o „prawdziwej Tajlandii” miałaś czy miałeś czytając pierwszy akapit tego tekstu. Co teraz o tym wszystkim myślisz?

Bo ja sobie tak myślę… A jest jakaś nieprawdziwa?

 

Posted in TAJLANDIA, ŻYCIE W TAJLANDII.