Co człowiek, to inna mizeria!

Zamarzyłam o mizerii…

Takiej jak się jadało za dziecka do niedzielnego obiadu latem – z polskim ogórkiem i gęstą śmietaną. Musicie wiedzieć, że jest to dla mnie potrawa niebywała, ponieważ jestem człowiekiem emigrantem i przez dwa lata śmietany na oczy nie widziałam. Nie raz, leżąc w moim łóżku na wygnaniu w Tajlandii, przy szumie klimatyzatora i bzyczeniu komara, śniłam na jawie o ogórkach kiszonych, kabanosach i śledziach, właśnie w śmietanie. Śliniłam się przez to obficie, taplając się w moim jedzeniowym oceanie pragnień. Nabierało to całkiem dosłownego znaczenia, gdy z rana budził mnie wkurzony Emil, że oto znowu zalałam całe łóżko! I ze złością zdejmował pościel, by po raz trzeci w tym tygodniu oddać ją do pralni i wydać, cholera, kolejne 5 ziko za pranie, suszenie, prasowanie, składanie i dostawę pod drzwi!

A więc – zamarzyłam o mizerii. Nieopatrznie wspomniałam o tym na moim instagramie (zuzaledwo). Wierzcie mi lub nie, ale nagrywam takie fantazje i udostępniam je ludziom. I czasem się nadziwić nie mogę i sobie i innym, że podglądają moje życie, jak gadam o ogórkach. Nawet mój szef! (Serio :D)

Wiecie co się okazało? Powstał ogromny spór! O sposób przygotowania prawilnej mizerii. Zdawało mi się oczywistym, że cała Polska jada na słodko. Przecież to już chyba w Biblii zapisano, że jak mizeria, to śmietana, szczypta soli, pieprzu i mnóstwo cukru! A ja, nieświadoma w jak bardzo podzielonym kraju żyję, wspomniałam o tym w internecie i była afera! Dostałam kilkadziesiąt wiadomości – niektórzy mi współczuli, inni grozili, zdarzył się telefon po pogotowie psychiatryczne, a także dziewczyna, która odfollowała mój instagram. Jednak najwięcej wiadomości dostałam z przepisami. Normalnie jakby wszyscy nagle prowadzili kulinarne blogaski i napisali do mnie na raz, w tym sama Magda Gessler (Pani Madziu, jeżeli to Pani czyta, to Panią kocham miłością większą niż ta do kiszonych, kabanosów i śledzi razem wziętych!).

Okazuje się, że Polacy to pomysłowy naród. Mizeria na słono. Z koprem (hehe). Pomidorami, cebula i limonką (WUT?!). Z miętą. Jogurtem greckim, naturalnym, truskawkowym! (żartowałam). Niezmienne są tylko ogórki. Krojone w talarki, tarte, blendowane. Jednak, moją uwagę zwrócili szaleńcy, co do mizerii dolewają… octu.

Tak. Dobrze czytacie..

OCTU.

O-C-T-U!

CO!?

OC-TU CHODZI!? (prawie jak ten raper hehe)

Już miałam dzwonić do Magdy i pytać czy mam rzucać talerzami, ale myślę sobie, chyba umrę jak nie spróbuję tego dzieła sztuki awangardowej. Myślę sobie, że raz na zawsze zakopię topór wojenny i zjednoczę Polaków – przeprowadzę oficjalną i jawną degustację.

Ugotuję wszystkie mizerie i demokratycznie wybiorę, która jest najlepsza.

Więc idę w dzień majowy do sklepu, by kupić ocet. W ogóle co to za misja, w Święto Pracy szukać sklepu, by zrobić mizerię w transmisji na żywo. Co ja robię w tym rzyciu? No nic. Idę, szukam, po cichu wierzę w kapitalizm. Trzymam kciuki, że jak zwykle Kerfur uratuje mnie przed śmiercią głodową, tak jak w każdą niedzielę bez handlu.

Jest popyt, jest podaż. Kerfur otwarty. Biorę ocet, dwa ogórki, trzy pomidory, cebulę, cytrynę, dużą śmietanę, pieprz, cukier, koper i browara. Babka na kasie patrzy na mnie jak na wariatkę. Razem 40 zeta. Poważna inwestycja w polską blogosferę.

O, tutaj możecie nadrobić ten fascynujący pokaz moich kulinarnych umiejętności ku uciesze publiczności – live z degustacji mizerii. Wyobraźcie sobie, że transmisja trwała całe 45 minut! Przy okazji dostawałam niewybredne komentarze od śmietanki polskiej krytyki kulinarnej:

-Coś grube te talarki.

-Więcej kopru!

-Dodaj ocet – pół szklanki!

-Jeszcze więcej kopru!

I najlepszy:

-Zuza, czym Ty się w życiu zajmujesz?

I pewnie się domyślacie, że w moim osobistym, jednoosobowym głosowaniu, wygrała mizeria, którą robiła mi mama, bo tak mnie los wyposażył, że w domu się powodziło, więc i cukier był na porządku dziennym.

Mizeria na słodko rulez.

I mogłabym tu walnąć jakimś ponadczasowym banałem…

Że wszyscy jesteśmy jak te ogórki, a jednak kształty mamy inne, raz bardziej zieloni raz mniej, raz gruboskórni, raz delikatni, jeden z biedry, drugi z wegańskiej eko farmy. I mogłabym rzec, że wszyscy jesteśmy jak te ogórki, ale różnimy się właśnie tą śmietaną, co to nasz charakter mogłaby oddawać. Light, kremówka, do zup, sałatek, 12 lub 18%. I dodałabym jeszcze, że co człowiek, to inna mizeria. Jeden jest jak ta z pomidorem i cebulą, drugi po prostu solony, a trzeci słodki jak cukier puder, czwarty z koprem lub miętą, ale nadal, wszyscy jesteśmy ogórkami. Jak pięknie ta mizeria nasz świat społeczny obrazuje! I mogłabym, zupełnie poważnie i wzniośle stwierdzić – ach, jak ludzie się różnią w tym jacy są podobni!

Ale powiem Wam tylko jedno – mizeria z octem jest chujowa.

PS. Następnym razem doprecyzujcie, że nie chodzi o ten spirytusowy.

Posted in Z ŻYCIA MILLENIALSA.