Chcesz pracować jako freelancer? Tych błędów nie popełniaj!

Pracowałam jako freelancer przez 2 miesiące i… uciekłam na etat do biura.

Dlaczego?

W trakcie zlecenia zrozumiałam jak bardzo brakuje mi doświadczenia.

Co z tego, że było zdalnie, hajs się zgadzał, a praca była spoko wyzwaniem. Uświadomiłam sobie, że mam „jakieś intuicje”, które powinnam przekształcić na konkrety. Najłatwiej to osiągnąć pracując pod czyimiś skrzydłami, ucząc się od lepszych i doświadczonych. Obsługi klienta, zarządzania ludźmi i firmą, standardów w branży, optymalizacji procesów. Zrozumiałam jak bardzo mi tego brakuje i jak wiele błędów popełniłam w trakcie mojego pierwszego freelancerskiego zlecenia.

Opowiem Wam o nich. Może skorzystacie z mojego doświadczenia, a może będziecie mieli zupełnie inne spostrzeżenia.

Jak się okazuje, droga do zostania cyfrowym nomadą jest czasem wyboista. Do końca 2019 roku chcę mieć możliwość pracy zdalnej na rajskiej wyspie. Żaden ze mnie ekspert od freelancerki i pracy zdalnej, ale mam jasno określony cel i na Waszych oczach go realizuje. Ten blog tego świadkiem.

Jakich błędów należy się wystrzegać w trakcie pierwszego (zdalnego) zlecenia jako freelancer? Oto lista błędów, które popełniłam:

1. Nie poświęciłam wystarczającej ilości czasu na poznanie potrzeb klienta.

Mój błąd był taki, że przyjęłam wymagania klienta mimo, iż wiedziałam, że niektóre były nierealistyczne. Należało już na początku bardziej przepracować pomysł na kampanię, podkreślić jej mocne i słabe strony, opowiedzieć co może mieć wpływ na ostateczny wynik. Powinnam poświęcić więcej czasu na objaśnienie w ogóle jak będzie wyglądał proces dystrybucji treści i czym charakteryzują się poszczególne kanały. Zemściło się to na mnie, bo potem klient wymagał ode mnie rzeczy, które nie były możliwe do realizacji lub efektów, które nie zależały ode mnie.

Teraz wiem, że powinnam przyłożyć się do zrozumienia co tak naprawdę chce osiągnąć klient i co jest dla niego najważniejsze. 

2. Olałam formalności.

Umowa, to jednak bardzo ważna sprawa. Wiem, że zazwyczaj staramy się dogadywać z ludźmi i wydaje się, że te formalności są zbędne – szczególnie ich oficjalne brzmienie. Jednak w sytuacji spornej, to właśnie umowa rozstrzyga konflikty i zawsze można się na nią powołać, jak klient zaczyna wymagać zbyt wiele lub gdy współpraca zaczyna wymykać się spod kontroli. Można też dostać po głowie, gdy się z umowy nie wywiązujemy. Tera myślę, że powinnam być mądrzejsza niż jestem, bo już raz mnie pracodawca w Tajlandii oszukał i potem musiałam walczyć o swoje w sądzie pracy.

Wiem, że to zdaje się upierdliwe, ale jednak papierów trzeba pilnować.

3. Ignorowałam harmonogram, który stworzyłam.

Po pierwsze rozpisałam go zbyt ogólnie. Po drugie był on mało realistyczny. Po trzecie nie wywiązywałam się z dat, które zaplanowałam. Zło w czystej postaci. Mam wrażenie, że prócz budowania wartościowej relacji z klientem, przemyślany, szczegółowy harmonogram, to klucz do sukcesu. Plan działania dzięki któremu dokładnie wiecie co, gdzie, jak i po co. Problemem było też to, że przez brak mojego doświadczeniu, wielu spraw nie przewidziałam. Dodatkowych kosztów, długiego trwania procesu akceptacji i wprowadzania zmian do treści, trudności w znalezieniu partnerów czy sponsorów.

4. Dałam się wykorzystywać.

Mówiłam już, że umowa jest ważna? Uczę się, że w tym wszystkim najważniejsze są też relacje i warto czasami zrobić coś dodatkowego, bo karma wraca. Dobrze jest wykazywać inicjatywę i w miarę możliwości przystawać na prośby klienta, ale cholera, czasami stają się zbyt daleko idące.

Ważna jest umiejętność grzecznego powiedzenia „stop”, jasnego określenia, że dodatkowe usługi, to dodatkowy koszt, a w ostateczności uprzejmego powołania się na papiery i zakres obowiązków.

5. Pozwalałam na personalne uwagi.

To był dla mnie najtrudniejszy punkt, który chyba najbardziej sprawił, że się tej freelancerki wystraszyłam. Mój klient pozwalał sobie na uwagi dotyczące mojej osoby, zamiast mojej pracy. Ba, nawet mojego bloga i treści jakie tworzę! I były one moim zdaniem obraźliwe. Starałam się zachować spokój i skupić na pracy, jaką mam wykonać, ale przyznaję – mocno mnie to dotknęło. Nauczka też jest taka, że powinnam poprosić o spotkanie, wyjaśnić sytuację i ustalić warunki współpracy. Niestety ja po prostu zaczęłam unikać tematu, zamiast ten konflikt jakoś rozwiązać, przez co nasze stosunki były coraz bardziej napięte. Uwierzcie mi, źle się pracuje w takiej atmosferze.

6. Stresowałam się.

To tylko praca. Moje życie nie zależało od dowiezionych wyników. Jasne, jeżeli razem z klientem zostały ustalone wyświetlenia, zasięgi, budżety czy cokolwiek, to należy je zrealizować wedle umowy. Ale jeśli jeden z punktów się nie powiedzie…. Świat się nie zawali. Zuza, następnym razem zaplanujesz to lepiej. Poświęcisz więcej czasu na wyjaśnienie klientowi co i jak jest możliwe. Rozważniej wpiszesz cyferki do umowy. A gdy coś się nie uda weźmiesz za to odpowiedzialność.

Stresowałam się samym stresowaniem i nakręcałam spiralę, a to raczej nie sprzyjało efektywnemu działaniu. Miałam poczucie, że skoro to moje pierwsze zlecenie, to jest to wielki test moich umiejętności, mojego doświadczenia i mnie jako „specjalistki”, przez co przeżywałam wszystkie osobiste porażki o wiele intensywniej. Mimo, że generalnie zrealizowałam wszystkie założenia kampanii, a liczby były kilkukrotnie wyższe niż te oczekiwane (prócz jednego wskaźnika, który nie do końca zależał ode mnie), to zrozumiałam, że jeszcze nie jestem gotowa na zdalną pracę jako freelancer.

Fajnie, że mam ciekawe pomysły, ale brakuje mi wiedzy z zakresu planowania i egzekucji tych pomysłów.

Więc popełniwszy wszystkie powyższe błędy, poszukałam pracy w której uczę się, jak ich nie powtarzać w przyszłości 😉

Macie podobne doświadczenia? Popełniliście podobne błędy? Zdarzył się jakiś hardcorowy klient albo fakap życia? 😀 Czy może po tym wpisie jesteście przekonani, że zdalna freelancerka nie jest dla Was? 😀 Napiszcie coś do mnie, ja tam lubię ludzi, szczególnie tych „moich” 😀

 

Posted in PRACA ZDALNA.