człowiek w przystępnej cenie

Alfabet tajskości – I jak Iluzja – „Człowiek w przystępnej cenie” recenzja książki

Nie wiem kiedy się zorientowałam. Po raz pierwszy, gdy zrozumiałam, że tajski uśmiech kryje więcej niż sobie wyobrażam. Ponownie, gdy zaczęłam pracę w szkole i ze zdumieniem odkryłam, że ważniejsze jest to jak wyglądam, niż jakie mam kompetencje. Ostatecznie, gdy agencja pracy nas oszukała i zastraszała, pracownicy biura pracy podawali nam owoce i klepali po plecach zamiast przeczytać umowę i wykonać kilka sensownych telefonów, dyrekcja wzruszała ramionami, a policja nie pozwalała wyjść z pokoju dopóki nie podpiszemy papieru oczyszczającego agencję z zarzutów.

Tajlandia to kraj iluzji. Wiedziałam o tym, ale to co przeczytałam w książce Urszuli Jabłońskiej „Człowiek w przystępnej cenie” uderzyło mnie prosto w twarz.
człowiek w przystępnej cenie

Na spotkaniu z autorką książki „Człowiek w przystępnej cenie” Urszulą Jabłońską.

Autorka sprawnie wciąga w świat Azji południowo-wschodniej. Dzięki opisom poczułam się jak w Bangkoku, ale bardzo możliwe, że po prostu wszystkie te obrazy widziałam na własne oczy i dlatego mój umysł podsuwał mi gotowe pejzaże, budynki czy wąskie uliczki zakurzonych miast. Ciekawe co zobaczą osoby, które w Tajlandii jeszcze nie były.

Książka to poruszające historie kilku bohaterów do których autorka dotarła dzięki znajomościom z  Tajami. Jak wspomniała na spotkaniu autorskim, planowała pisać książkę trzy miesiące, gdy wsiąknęła w Tajlandię zajęło jej to sześć. Na spotkaniu byłam sceptycznie nastawiona. Myślałam sobie – A co z barierą językowa? Co z nieufnością Tajów? Co niechęcią do wciągania „farangów” (białasów z zachodu) w sprawy kraju? Jednak autorka już wcześniej jeździła do Azji, miała znajomości, podróżowała z tłumaczem, a to wyjaśnia w jaki sposób do tych historii i informacji dotarła. Zresztą, czytając tę książkę, nawet dystansując się, skala opisywanych wydarzeń jest niewyobrażalny. To nie jest kwestia osobistych historii bohaterów. To potężna maszyna manipulacji i bezprawności oraz bezsilności wątłych jednostek wobec systemu.

Urszula Jabłońska wsłuchuje się w opowieści mieszkańców Birmy, Laosu, Kambodży czy Tajlandii. Kobiety, imigranci, Lady Boye. Oddaje głos i prawo do opowiedzenia własnej wersji wydarzeń czy osobistych przeżyć.  Co spaja te opowieści? Współczesne, nowoczesne niewolnictwo.

Szczerze się przyznam, że o większości spraw o których pisze Ula Jabłońska w swoich reportażach nie miałam pojęcia.

Rybacy porywani i zamykani na kilka lat na łodziach, by w niewolniczej pracy łowili ryby, aż umrą i zostaną wyrzuceni za burtę? Sceny gwałtów w tajskich serialach, które określa się jako „uwodzenie na siłę”, a według badań sceny te są ulubionymi fragmentami młodzieży? Handel birmańskimi uchodźcami muzułmanami, którzy przed śmiercią uciekają do Malezji, przemyt organizują Tajowie, a potem zamykają ludzi w obozach, torturują ich i szantażują biedne rodziny w Birmie, by płaciły horrendalne pieniądze za uwolnienie bliskich? Polityczne prześladowania tajskich aktywistów, którzy walczą z dyskryminacją, korupcją oraz pozorną demokracją? To wszystko działo się w Tajlandii gdy tam mieszkałam. Dla mnie okrutny cios.

Książka „Człowiek w przystępnej cenie” była dla mnie trudna do przeczytania. Walczyłam z nią dwa tygodnie. Dlaczego? Miałam jej dosyć. Każdy rozdział zmuszał mnie do zatrzaśnięcia okładki. Historie bohaterów mnie bardzo poruszały, wywoływały skrajne emocje i zupełnie odwodziły od obiektywizmu. Musiałam je przetrawić, zastanowić się co o tym wszystkim myślę, jak zrozumieć to co się tam dzieje, co z tą świadomością zrobić.

Obudził się we mnie gniew. Po pierwsze na samą siebie, że w sumie tak mało o tym kraju wiem. Po drugie na ten cały system, jak bardzo jest już zawiły, upolityczniony, korupcyjny, fasadowy, niesprawiedliwy. Po trzecie, na wszystkie stereotypy o Tajlandii, których nabywamy przed wyjazdem, a w trakcie podróży szukamy potwierdzenia naszych wyobrażeń o pięknych plażach, potulnych słoniach, szerokich uśmiechach.

Książka „Człowiek w przystępnej cenie” Urszuli Jabłońskiej powinna być obowiązkowa dla każdego turysty wyjeżdżającego do Tajlandii.

Wcale nie po to, by cię straszyć handlem ludźmi, korupcją czy artykułem 112 i zniechęcać do podróży. Przeczytaj ją, by być świadomym jakim kosztem zbudowano ten „raj”. Pojedziesz tam, położysz się pod palmami, zjesz tanie krewetki od ulicznej garkuchni, może nawet kupisz jakąś drewnianą statuetkę słonia od starszej babki na Khao San. Wszyscy będą się uśmiechać, jedzenie będzie smaczne, słońce gorąco, a Twoje wakacje udane. Jednak miej z tyłu głowy te historie, by dokonywać świadomych wyborów. Czasami nie warto targować się o kilka złotych, bo to dla kogoś kilka posiłków. Może omiń dzielnice z seksturystyką szerokim łukiem, mimo ciekawości i artykułów, które zapewniają, że „musisz to zobaczyć”. Nie oceniaj tak szybko pięknych, młodych dziewczyn u boku starszych panów czy tańczących na rurze – może muszą utrzymać całą rodzinę, a w fabryce zarabiają miesięcznie marne 300 złotych?

Tajlandia to kraj pięknej iluzji. Jedź tam, ciesz się nią, ale miej świadomość, co się w tym „Kraju Uśmiechu” dzieje.

Tutaj link do strony wydawnictwa: Dowody na istnienie, „Człowiek w przystępnej cenie”.


Alfabet tajskości:

A jak Agresja

B jak Błąd systemu

C jak Cwaniaki

D jak Dzieci

E jak Edukacja

F jak Farang

G jak Gekon

H jak Homoseksualizm

Posted in ŻYCIE W TAJLANDII and tagged , .