tajska szkoła

Alfabet tajskości – E jak Edukacja

Okej, zaczniemy od przeszłości. Przetrwaj ten początek – to jest kawałek historii Tajlandii, który nakreśli Ci obraz teraźniejszości.

Dawno, dawno temu, buddyjskie świątynie stanowiły ośrodki edukacyjne, gdzie mnisi nauczali jedynie chłopców.

Podczas panowania Króla Ramy I (końcówka XVII wieku) rozwój systemu edukacji przyspieszył i wskoczył na kolejny poziom, by w końcu, gdy Król Rama IV zasiadł na tronie, w Tajlandii po raz pierwszy w historii wydrukowano książki w języku tajskim. Następy milowy krok dla edukacji, to reformy Króla Ramy V, który znacząco zmodernizował system. Powołał specjalną szkołę dla wysoko urodzonych, związanych z rodziną królewską, gdzie kładziono nacisk na naukę języka angielskiego. Zakładano także szkoły dla dzieci zwykłych ludzi. Pod koniec XIX wieku utworzono Ministerstwo Edukacji, a część szkół sprywatyzowano. I nareszcie, za sprawą Królowej Sribajarindra, w 1897 roku kobietom przyznano prawo do otrzymywania edukacji.

Pierwszy uniwersytet (imienia Chulalongkorn – Ramy V) powstał w 1917 roku, a w 1921 roku wprowadzono obowiązek szkolny dla szkół podstawowych. Aktualnie szkoła jest obowiązkowa od 6 do 15 roku życia.

No, już po krzyku. Jak widać historia edukacji w Tajlandii nie jest najdłuższa. Pierwszy polski uniwersytet – Jagielloński – założono w 1364 roku w Krakowie.

A teraz opowiem Ci trochę o samej organizacji tajskiej szkoły, bo znacząco różni się od tego, co znamy z Polski.

studenci w tajskiej szkole

Uczniowie Matthayom 1-3. / fot. Alicja Pinkowska

tajska szkoła

Uczniowie Matthayom 4-6./ fot. Alicja Pinkowska

Przedszkole to Anuban. Szkołę podstawowa nazywa się Prathom i jest sześcioletnia (dzieci rozpoczynają edukację w wieku 6 lat). Polskie gimnazjum i liceum to Matthayom, także sześcioletnie. Poziom niższy (1-3) jest także obowiązkowy. Po trzeciej klasie uczniowie piszą narodowy test O-NET (sprawdzian wiedzy z języka tajskiego, obcego, matematyki, przedmiotów ścisłych i społecznych) i na podstawie jego wyników studenci aplikują do kolejnych klas (4-6).

Uczniów na klasy dzieli się według ich wiedzy ogólnej. W szkołach w których pracowałam zawsze uczyłam klasy m.2/11 czy m.2/3. Co to oznacza?

Weźmy na warsztat m.2/11. M oznacza Matthayom – czyli szkołę średnią. 2 to wiek uczniów, w tym przypadku druga klasa. Natomiast liczba po ukośniku stanowi poziom klasy. Najczęściej niskie numery, to lepsi uczniowie, a im wyższa liczba po ukośniku, tym gorzej z ogólnym poziomem klasy. Co jeszcze? Gdy klasa jest tak słaba, że samo uspokojenie ich i posadzenie w ławkach graniczy z cudem, by takim uczniom „pomóc” do klas wrzuca się pojedyncze osoby, które się dobrze uczą. Mają niby służyć jako wzór do naśladowania.

Nie przepadam za tym podziałem i takim rozwiązaniem. Moim zdaniem ambitniejsi uczniowie, którzy mogliby osiągnąć więcej, wrzuceni do słabszych klas uczą się gorzej, ponieważ nie mają sprzyjającego rozwojowi środowiska. To oczywiste. Ponadto, taki podział klas ze względu na ogólny poziom wiedzy wspiera wybranych – tych mądrzejszych. Lepsze klasy (zazwyczaj 1-3) same nakręcają się co nauki, taki mają klimat. A im niżej, tym bardziej motywacja spada, a zajęcia zaczynają przypominać walkę o przetrwanie – przeczytaj post Dzień Dobry lub Klasowe Rytuały – to zrozumiesz o czym mówię.

Dzieci w klasie jest około 50 (!).

Lekcje trwają codziennie od 8 do 15.30. Każda lekcja trwa 50 minut, nie ma przerw pomiędzy zajęciami, jedynie godzina na lunch (12-13). Tak. Dobrze czytasz, oprócz tej marnej godziny, dzieci uczą się cięgiem. Nie ma nawet minuty na wyjście do toalety, odetchnięcie od lekcji, czy w kwestii organizacyjnej, przejście do innej sali, ogarnięcie materiałów, podłączenie komputera, zmianę nauczycieli.

Typowa tajska klasa w publicznej szkole.

Wiadomo, że nie jest to super opcja dla ludzkiego umysłu, który powinien odpoczywać od skupienia choć chwilę co jakiś czas. Pomaga to w koncentracji. Niestety. Brak przerw wręcz dezorganizuje zajęcia. Dzieci i tak muszą iść do łazienki, chcą skoczyć do sklepiku coś zjeść, podejść na inne piętro do nauczyciela czy są zmuszone przejść do budynku obok zmienić sale. Brak konkretnego czasu na przerwę, który ograniczałby wolne działanie, totalnie rozciąga czas przejściowy pomiędzy zajęciami i w gruncie rzeczy, zamiast 50 minut na lekcję pozostaje zazwyczaj i tak 40 czy nawet 30.

Dlaczego tak jest? Gdy pytałam o to tajskich nauczycieli brak przerw usprawiedliwiali tym, że łatwiej wtedy dzieci kontrolować. Nie mają wychodzić z klas, to nauczyciel o tym decyduje, muszą się pospieszyć i jedynie zmienić sale, znów być gotowym do nauki. Ma to pomagać w dyscyplinie. W mojej opinii zupełnie nie działa i wręcz utrudnia szkolne funkcjonowanie.

Ponadto, dzieci do szkoły stawiają się już koło 7, wychodzą dopiero o 16.

By wejść do szkoły uczniowie ustawiają się przed główną, szkolną bramą w kolejce. Przechodzą pomiędzy rzędem nauczycieli kłaniając się. Nauczyciele w wojskowych mundurach (zawsze w poniedziałki) witają dzieci surowym wzrokiem, w rękach trzymają bambusowe kijki. Przy okazji sprawdzają czy mundurek spełnia szkolne wymogi. Długość spódnicy nie krócej niż za kolanko – jeżeli jest krótsza rozpruwa się dolne szwy. Kolor i długość skarpetek – nieregulaminowe trzeba zdjąć i wyrzucić. Istotna jest fryzura. Chłopcy jedynie krótki jeż. Dziewczynki do lat 15 niszą krótkie włosy do brody z grzywką. Starsze dziewczynki do lat 18 mogą nosić dłuższe włosy, ale związane w kitkę białą wstążką. Za długie włosy są na miejscu obcinane przez tajskich nauczycieli. Kara za nieprzepisowy strój to kilka uderzeń bambusowym kijkiem po łydkach lub dłoniach.

Codziennie o 7.30 rozpoczyna się poranny, godzinny apel. W trakcie wszystkie dzieci stoją w równych rządkach, zwrócone w stronę ogromnego, złotego portretu Króla. Najpierw odśpiewany zostaje hymn w trakcie którego na maszt wciągana jest flaga Tajlandii. Następnie dzieci odmawiają regułki – coś na zasadzie „będę szanował moich rodziców, nauczycieli, będę posłuszny Królowi, będę Go kochał, będę robił to co mi mądrzejsi lub starsi każą”. Kolejny punkt to hymn Królewski i minuta ciszy dla Ramy IX. Następnie modlitwa, medytacja. Na końcu ogłoszenia szkolne najczęściej połączone z wykładem jednego z nauczycieli.

uczniowie na apelu

Poranny apel. / fot. Alicja Pinkowska

tajska szkoła

/ fot. Alicja Pinkowska

nauczycielka Zuza

Szkolna orkiestra, która gra do hymny państwowego i królewskiego. / fot. Alicja Pinkowska

apel w tajskiej szkole

Tajskie nauczycielki i bambusowy kijek w ręku. / fot. Alicja Pinkowska

Moim zdaniem, to pranie mózgu.

Rygor ma pomóc w okiełznaniu dzieci. Dyscyplina ma wspierać niekwestionowane posłuszeństwo, szczególnie, że w Tajlandii osoby starsze lub usytuowane wyżej w hierarchii społecznej, są niezaprzeczalnymi autorytetami. Ich zdania się nie podważa, nawet gdy ich zachowanie lub działania są nielogiczne, niebezpieczne lub nieuzasadnione. (Więcej na ten temat przeczytasz w poprzednim odcinku – Alfabet tajskości – D jak Dzieci.) Ten schemat zaobserwowałam nie tylko w szkole, mam wrażenie, że wspiera postawę całego społeczeństwa w stosunku do władzy.

Jak wygląda typowa tajska lekcja? Z moich obserwacji wynika, że po pierwsze, ponownie, istotna jest dyscyplina. Na zajęciach u tajskiego nauczyciela klasa zawsze siedzi cichutko, równiutko i grzecznie przepisuje z książki do zeszytu. Bambusowy kijek nieśmiało leży na biurku, a nauczyciel przypomina o jego obecności co jakiś czas przechadzając się po klasie i delikatnie stuka kijem o ławki. Kary cielesne są na porządku dziennym mimo, że prawo oficjalnie tego zabrania. Oczywiście, przemoc fizyczna to temat tabu. Nie mówi się o tym, stosuje tak by było to  niezauważalne. Dowodem są jedynie bambusowe witki, czerwone dłonie i łzy dzieciaków.

Tajlandia dzień nauczyciela

Wai Khru – Dzień nauczyciela. Dzieci na kolanach oddają hołd nauczycielom ubranym w urzędowe mundury.

tajska szkoła

Lekcja musztry.

Ponadto, uważam, że tajski system edukacji wspiera przede wszystkim myślenie odtwórcze a nie kreatywne. Nie stwarza sprzyjającego środowiska dla rozwoju inteligencji. Ulubionymi zadaniami tajskich nauczycieli jest właśnie przepisywanie zdań z tablicy do zeszytu lub uzupełnianie ćwiczeń przepisując paragrafy z książki. Krytyczne myślenie wręcz nie istnieje. Dzieciom bardzo trudno jest wyrazić własną opinie na jakikolwiek temat. Większość nie potrafi uargumentować swoich wyborów lub uzasadnić działań. Ślepo podążają za wytycznymi. Myślą schematami.

Według tajskiej logiki, jeżeli nie da się czegoś zrobić zgodnie z instrukcją lub kopiując wzór, to nie da się tego zrobić wcale.

Zawsze istnieją niestandardowe rozwiązania problemów, gdy spojrzeć na sprawę pod innym kątem, niż tylko tym oczywistym. Ale tego tajska szkoła nie uczy. Zresztą, byłoby to bardzo niewygodne w przyszłości, gdyby już nie tylko jednostki, ale całe społeczeństwo, zaczęło krytycznie oceniać sytuacje w kraju, szukając możliwych,  nieszablonowych rozwiązań.

Nie chcę generalizować, że tak uczą wszyscy tajscy nauczyciele, bo znam kilku, których bardzo szanuję i uważam, że są wspaniałymi pedagogami. Jednak są w mniejszości i jeśli chodzi o metody nauczucania i poziom wiedzy.

Niestety często się zdarza, że tajscy nauczyciele angielskiego mówią w tym języku „średnio”. Co mam na myśli? Zazwyczaj, by dogadać się z tajskimi anglistami w pokój nauczycielskim, należy mówić wolniej i wyraźniej, odpowiednio dobierając prostsze słowa. Zresztą, dlatego tajscy nauczyciele raczej unikają interakcji z zagranicznymi nauczycielami i ograniczają się do przemiłych uśmiechów wymienionych na korytarzu.

O, jeszcze jedna kwestia, która mnie mierziła. Uwielbienie dla testów jednokrotnego wyboru. Do porzygania, wszystkie klasowe sprawdziany. Zero zadań problemowych, opisowych, wymagających świadomego przetworzenia wiedzy, wyrażających opinie, czy wymuszających wnioski. Głupie A, B, C, D i tyle. Można bezrefleksyjnie zaznaczać bez czytania pytań i liczyć na łut szczęścia.

Ale. Są dwie rzeczy, które w tajskiej szkole uwielbiam.

Po pierwsze, wzmacnianie artystycznej kreatywności. Dzieci śpiewają, grają, malują i tworzą. Bardzo często, czasem raz w tygodniu, zamiast zajęć wypadają szkolne imprezy, pokazy mody, koncerty uczniów, pokazy teatralne. Wszystko zrobione na luzie, pomysłowo w klimacie totalnej zabawy. Dzieciaki to uwielbiają i z chęcią w takich działaniach biorą udział. Pamiętam kiedyś wybieg szkolny, na którym studenci prezentowali sukienki zrobione ze śmieci. Albo szkolne targi naukowe na których dzieci prezentowały własnoręcznie zrobione domowe mydła, salę kosmiczną zbudowaną z kartonów po piwie, pomalowaną na czarno z zaznaczonymi farbami fosforescencyjnymi gwiazdozbiorami. Zachwycające.

Jednak co w tych zabawach jest najważniejsze, to pozwalanie na rozbudzenie kreatywności, która pozwala sobie radzić w życiu. Jeżeli byłeś w Bangkoku to na pewno kojarzysz ulicznych sprzedawców, którzy robią zabawki z piłek pingpongowych czy głośniki z bambusa i sprzedają je z uśmiechem przed stacją metra w stolicy. To zaczyna się w szkole.

tajska szkoła uczeń i nauczycielPo drugie, uwielbiam tajską tolerancje dla różnych orientacji seksualnych i sposobów ich wyrażania. W tajskie szkle to nie problem być homoseksualistą czy osobą, która lubi ubierać i zachowywać się inaczej niż nakazują wzorce heteronormatywne. Taka odmienność jest niemalże niezauważana. Ja jestem gruby, tamten wysoki, a ten lady boyem. I to nie jest problem. Ani dla nauczycieli, ani dla uczniów. W mojej dwuletniej karierze nauczyciela nigdy nie doświadczyłam sytuacji w której grupa  znęca się nad jednostką z powodu wyglądu (chłopcy z ustami pomalowanymi na czerwono, dziewczynki wyglądające jak chłopcy i chodzące za rękę). Ponadto, nawet w grupie klasowych rozrabiaków, lady boy jest mile widziany i reszta nie okazuje wobec niego naznaczających, poniżających zachowań.

tajski uczeń

Szkolny pokaz mody. Ten uczeń jest chłopcem.

tajski uczeń

Mój uczeń, który uwielbia malować usta i pozować do zdjęć.

Tak samo sytuacja ma się w przypadku nauczycieli. Zachowanie, które w Polsce zostałoby jasno określone jako „gejowskie” w Tajlandii nie budzi zdziwienia czy oburzenia.

Niestety, szkoła wymaga, by i uczniowie i nauczyciele ubierali mundury zgodnie ze swoją płcią biologiczną, a nie tą z którą się identyfikują.

Wytyczne ponad wszystko.

Jest za to jedna rzecz, która mnie w tajskim systemie edukacji irytuje do granic możliwości. Polityka „no fail” czyli zdawanie uczniów za wszelką cenę. Do do jasnej cholery! W tajskiej szkole dyrekcja wymaga by uczniowie byli przepuszczani do następnych klas, nawet gdy na to nie zasługują, nie zdali testów, nie uczą się i generalnie są ziemniakami, które tylko siedzą na krześle i tępo patrzą na tablicę. W trakcie wystawiania oceń końcowych tajscy nauczyciele zabiegają o to, by punkty się zgadzały, a uczniowie szczęśliwie zdawali. Co jest totalnym absurdem? Nasza pensja zależy od akceptacji ocen. A dyrekcja będzie odrzucać negatywne oceny dopóki magicznie nie zostaną poprawione na lepsze.

Niestety, winę za problemy w szkole obarcza się jedynie nauczycieli i odpowiedni wydział, a nie studentów. A wiadomo – kto by się uczył i starał jak i tak zda? Większość uczniów mając tę świadomość totalnie olewa zadania domowe, chodzenie na zajęcia czy uwagi wychowawcy. Mają to głęboko w dupie. Szkoła i tak zrobi wszystko by zdali, a odpowiedzialność za problemy zwali na nauczycieli. Lepiej tego unikać – tajska szkoła to gra pozorów. Po co sobie psuć statystyki na rzecz jakościowej edukacji?

Masz ładnie wyglądać, szeroko się uśmiechać, nie szukać problemów, posłusznie wykonywać (nawet nielogiczne) polecenie dyrekcji i zabawiać uczniów.

W sumie, w świetle tej ostatniej praktyki, po co w ogóle ta szkoła?


Alfabet tajskości:

A jak Agresja

B jak Błąd systemu

C jak Cwaniaki

D jak Dzieci


 

Posted in TAJSKA SZKOŁA, ŻYCIE W TAJLANDII and tagged .